Najbardziej zdumiewająca wiadomość ostatnich tygodni. Polscy związkowcy za swój sukces uznali to, że Niemcy zażądali, aby nasze firmy transportowe operujące na terenie ich kraju musiały płacić swoim pracownikom co najmniej tyle, ile wynosi tam płaca minimalna. Do nacisków na niemiecki rząd w tej sprawie polscy związkowcy namawiać mieli tamtejszych kolegów związkowców. Sukces zaś polegać ma na tym, że żądanie naszych sąsiadów, co do którego zgodności z prawem wspólnotowym wielu ekspertów zgłasza poważne wątpliwości, przyspieszyć ma proces wyrównywania zarobków w obu krajach. Zarabiamy przecież trzy-, a nawet czterokrotnie mniej.
Na początek, zgodnie z takim rozumowaniem, na podwyżki mogą liczyć nasi kierowcy zatrudnieni przez firmy dużo jeżdżące do Niemiec. Potem podwyżek płac zaczną się spodziewać eksporterzy, np. pracownicy fabryk dostarczających do Niemiec części albo gotowe samochody. W rezultacie podniosą się wszystkie zarobki. W tym kontekście protesty właścicieli firm transportowych jawią się jako pazerność polskich kapitalistów, nieskłonnych podzielić się zyskami z własnymi pracownikami.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.