Prawie każdy chłopak w dzieciństwie bawił się w wojnę i starał się zgromadzić jak największą armię plastikowych żołnierzyków. Niestety patrząc na ostatnie wydarzenia, mam wrażenie, że niektórzy politycy nadal mentalnie tkwią w świecie dzieciństwa.
Zapowiedź zwiększenia armii ze 100 tys. do 150 tys. może okazać się niczym innym, jak budowaniem kolosa na glinianych nogach. Resort obrony bowiem nie wyklucza obniżenia wymagań dla przyszłych żołnierzy, jeśli wśród młodych ludzi zabraknie chętnych.
Wydaje mi się, że nowemu szefowi MON marzy się, aby Polska dysponowała co najmniej drugą pod względem siły armią świata (najsilniejsza jest w USA). Na razie musimy się zadowolić tym, że jesteśmy dopiero na 18 miejscu. Można oczywiście dyskutować, czy nie należałoby zwiększyć liczebności wojska w aspekcie zagrożeń ze Wschodu. Jednak zanim zaczniemy to robić, warto zmusić naszych sojuszników z NATO, aby na terenie naszego kraju powstały stałe bazy Sojuszu wyposażone w odpowiedni sprzęt. MON powinien też jak najszybciej podjąć działania mające na celu modernizację sił zbrojnych, w tym bez zbędnej zwłoki kupić nowoczesny sprzęt. Jak dotąd nowy szef MON skupił się na odkręcaniu tego, co zrobił jego poprzednik.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.