Czy jeżeli reforma OFE wejdzie w życie w czerwcu, to programiści zdążą wykonać swoją pracę? Nadal wiele z jej szczegółów stoi pod znakiem zapytania. Konrad Rochalski w rozmowie z Agnieszką Gorczycą (Infor.pl) podkreśla, że ubezpieczyciele i firmy inwestycyjne prowadzące OFE nie są w stanie wykonać tego zadania własnymi siłami.

Jakich zmian technologicznych wymaga reforma OFE?

Reklama

Pod kątem technologicznym niewiele wiadomo, bo koncentrujemy się obecnie na ogromnych pieniądzach. Mówi się, że pieniądze, które mogłyby zasilić budżet państwa w wyniku tej reformy, mogą przekraczać 20 miliardów złotych. Wielokrotność tej kwoty jest zgromadzona w tym momencie w OFE.

Siłą rzeczy, te kwoty rozpalają wyobraźnię i w rozmowach koncentrujemy się właśnie na nich, zupełnie zapominając o aspekcie technicznym. Jednak przeprowadzenie tej reformy będzie tylko i wyłącznie skuteczne w przypadku, kiedy uda się ją wdrożyć w życie – wyjaśnia Rochalski.

Co decyduje o sprawnym przeprowadzeniu reformy?

Kluczowym elementem jest wyeliminowanie pracy ludzkiej. Wyobraźmy sobie taki najbardziej skomplikowany, złożony proces, który sprowadzi się do tego, że powiedzmy, 10 milionów Polaków wyśle odręcznie wypisane deklaracje. Które tysiące ludzi będzie musiało próbować zrozumieć i jednoznacznie stwierdzić, czego ta deklaracja dotyczy – mówi Rochalski.

Co stanowi obecnie największe wyzwanie technologiczne?

W tym momencie, mimo rozwoju technologii, która automatycznie pozwala na odczytywanie pisma „komputerowego” czy maszynowego, technologia odczytywania pisma ręcznego dopiero raczkuje. Dość trudno jest odczytać pismo, które nazywamy np. „aptekarskim” czy „lekarskim”. A spodziewamy się, że w ten sposób większość tych pism zostanie do OFE skierowana. To jest ogromne wyzwanie – podsumowuje Rochalski.

Konrad Rochalski - z branżą nowoczesnych usług biznesowych związany od 20 lat. Od 2009 roku zarządza spółką ArchiDoc.