Olimp w rozsypce, puszka Pandory otwarta, Ares dawno już sczezł, a nasz bohater wybił w pień pół świata antycznego. Gra „God of War” wraca.
To wszystko wydarzyło się w niecałe dziesięć lat. Niezły wynik, nawet jak na półboga i spartańskiego herosa, weterana niezliczonych walk przeprowadzonych pod dyktando gracza z padem w ręce. Debiutująca w 2005 r. seria „God of War” z miejsca stała się sztandarowym tytułem konsol z rodziny PlayStation, a sprzedaż wszystkich odcinków razem wziętych można liczyć w dziesiątkach milionów egzemplarzy. Zaledwie przed paroma dniami zadebiutowała ósma już odsłona przygód bezwzględnego wojownika Kratosa. Mogłoby się wydawać, że nie ma on już nic do roboty, bo w poprzedniej części pozabijał kogo się dało i wyzwolił ludzkość spod władzy greckich bogów. Ofiarował człowiekowi dar nadziei, a sam poświęcił życie (prawdopodobnie, bo w grach wszystko przecież może się zdarzyć). Znamienne więc, że na okładce „Wstąpienia” spartiata zbawiciel widnieje w pozie chrystusowej, choć można też posunąć się i do innej biblijnej analogii.
Nieprzypadkowo uwieczniono go jako istnego Samsona, który po zerwaniu kajdan, za parę lat, zwali Zeusowi i spółce niebo na głowy. Jest to swoista zapowiedź tego, co ma dopiero nadejść, chronologicznie bowiem gra jest prequelem wszystkich pozostałych tytułów w serii.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.