Zapowiadany protest rezydentów nie jest odpowiedni w tym czasie, ich postulaty zostały spełnione. Słyszeliśmy w czasie strajku o wzroście nakładów na zdrowie do 6 proc. PKB, ten postulat został spełniony. W 2024 r. osiągniemy to finansowanie – ocenił w środę w Katowicach wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. Tyle że rezydenci przypominają: Rząd wykorzystuje współczynnik sprzed 2 lat, a on jest mniejszy niż tegoroczny.
Porozumienie Rezydentów wraz z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy (OZZL) i przy wsparciu Naczelnej Izby Lekarskiej wzywa lekarzy do przyłączenia się do protestu Ma ona być odpowiedzią na , może jednak ograniczyć również dostęp do leczenia.
Podstawą akcji jest ograniczenie czasu pracy lekarzy maksymalnie do . Mają oni również wypowiadać oraz zrezygnować z dodatkowych prac od początku października 2019 r. Zdaniem rezydentów nie nastąpiła zapowiadana przez rząd poprawa.
– powiedział podczas środowej wizyty w Katowicach.
Wspominał też początki swojej pracy jako lekarza 30 lat temu i swoje ówczesne priorytety. "Czasy na pewno były inne 30 lat temu, ale moim celem, jak zacząłem pracować – a jestem chirurgiem – było jak najszybsze zdobycie umiejętności, żeby móc samodzielnie pracować, więc chciałem pracować jak najwięcej. Brałem bardzo dużo dyżurów, jak szef prosił, żeby zostać w pracy i dodatkowo operować, bardzo chętnie zostawałem, bo wiedziałem, że to inwestycja we mnie. Teraz może młodzi ludzie troszkę inaczej myślą, nie mam im tego za złe. Nie dziwię się, że chcą mniej pracować, bo to na pewno jest ważne, żeby lekarz był wypoczęty, ale też miał też czas na kształcenie, bo wiedza medyczna się zmienia bardzo szybko, więc ten czas jest potrzebny" – powiedział Waldemar Kraska.
We wtorek w Katowicach przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL Jan Czarnecki zapowiedział powrót do akcji protestacyjnej. Podczas konferencji prasowej opowiadał, że
"To nie może tak wyglądać, żeby każdy lekarz swoim własnym życiem kompensował to, jak system ochrony zdrowia źle działa" – podkreślił. Akcja Zdrowa Praca ma sprawić, by lekarze zaczęli pracować tyle, ile każdy inny obywatel.
Lekarze rezydenci zaczęli głośno dopominać się o swoje prawa od 2 października 2017 r. Domagali się m.in. wzrostu wynagrodzeń i zwiększenia nakładów na zdrowie. Początkowo prowadzili protest głodowy, z czasem zdecydowali o zmianie formy: zaczęli wypowiadać klauzulę opt-out – umowę, na której mocy lekarze zgadzają się na wydłużenie czasu pracy ponad 48 godzin tygodniowo, dzięki czemu w wielu szpitalach zapewniona jest całodobowa obsada lekarska. Według szacunków MZ klauzulę opt-out wypowiedziało wówczas około 3,8 tys. lekarzy, zdaniem rezydentów – 5 tys.
Porozumienie zawarte w lutym 2018 r. przewidywało m.in. podwyżki dla rezydentów, wzrost nakładów na zdrowie do 6 proc. PKB w 2024 r. i zobowiązanie do dalszego dialogu z przedstawicielami zawodów medycznych.
"Poprawa zapowiadana przez rząd absolutnie nie ma miejsca. Jedyne postulaty, które zostały spełnione, to podwyżki, ale niestety nie dla wszystkich lekarzy, są wyjątki. Można powiedzieć, że do każdego punktu jest jakieś bardzo duże +ale+ i w tym leży problem. Dlaczego ochrona zdrowia ma być potraktowana gorzej? Naczelna Rada Lekarska wyliczyła, że gdyby korzystać ze współczynników na dany rok, mielibyśmy o 10 mld zł w ochronie zdrowia więcej. 10 mld – Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w 27 lat zebrała 1 mld, a to byłoby 10 mld rocznie. To byłby skok cywilizacyjny dla kraju, a to się nie dzieje, dlatego wznawiamy protesty" – oświadczył Jan Czarnecki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu