Taniej kupić auto bez sprawnych hamulców i działających świateł? Oczywiście, czemu nie. Do kopcącego pieca też wrzucę stary kalosz, butelkę czy najgorszy jakościowo węgiel, bo na lepszy opał przecież sobie nie mogę pozwolić. Tak – w krzywym zwierciadle – można opisać argumenty jednej ze stron ekologiczno-ekonomicznego konfliktu, którego ostatnia bitwa rozegrała się niedawno w Sejmie przy okazji prac nad ustawą regulującą kary dla kierowców jeżdżących pojazdami bez odpowiednich przeglądów technicznych.
W skrócie wszystkie te argumenty sprowadzają się do jednej myśli przewodniej: Polacy są biedni. Skoro więc ktoś kupił stare, kopcące auto za 2 tys. zł, to nie godzi się, by wymuszać na nim 5 tys. zł kary. Byłaby to bowiem sankcja za bycie biednym. Jak na ironię, argumenty te padają z ust rządzących – po trzech latach proklamowanego prosperity, uszczelniania VAT-owskiej dziury i rozbrajania gospodarczych mafii.
Ale mają też dużo racji. Nie stać nas na wprowadzanie rozwiązań, które – jak zaproponowana przez opozycję poprawka windująca kary za jeżdżenie dieslem z wyciętym filtrem DPF z 500 do 5 tys. zł – z miejsca wykluczą z ruchu setki tysięcy. To, jak argumentowali posłowie PiS i Kukiz’15, oznaczałoby nie tyle rozjuszenie kierowców, ile paraliż komunikacyjny w kraju.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.