W ciągu ostatniego tygodnia byliśmy świadkami fetowania przyjazdu amerykańskich żołnierzy do Polski. Można tylko przyklasnąć. To wydarzenie na pewno umacnia nasze relacje dwustronne i zwiększa bezpieczeństwo. Zdolności odstraszania ma również natowska batalionowa grupa bojowa w okolicach Orzysza, której trzon również stanowią Amerykanie, a współtworzą Brytyjczycy oraz Rumuni. O korzyściach płynących z tej obecności pisano i mówiono już wiele. Dlatego dla odmiany warto spojrzeć na cały ten harmider okiem malkontenta.
Po pierwsze, większość ciężkiej brygady, która ma mieć dowództwo i zaplecze logistyczne w Polsce, przez dużą część czasu będzie... poza naszym krajem. Wiadomo, że jeden batalion ma się zajmować ćwiczeniem głównie w państwach bałtyckich, drugi – skierować na południe w rejon Morza Czarnego, który teraz wydaje się kluczowym obszarem zainteresowania Amerykanów. Jak mówi jeden z wysokich oficerów znających szczegóły ich pobytu, w Polsce na stałe będzie na pewno 14 czołgów, czyli jedna kompania do szkolenia. Tymczasem w mediach wciąż przewija się liczba 90. Nie jest tak, że Amerykanie przyjadą tu, by pięknie wyglądać i robić sobie zdjęcia na tle czołgów Abrams. Oni będą się szkolić, i tylko w pewnym zakresie będzie się to odbywać w Polsce.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.