Autopromocja

Miłosz: Amerykanie w Polsce. Okiem malkontenta

Maciej Miłosz
Maciej MiłoszMedia / mat. prasowe
16 stycznia 2017

W ciągu ostatniego tygodnia byliśmy świadkami fetowania przyjazdu amerykańskich żołnierzy do Polski. Można tylko przyklasnąć. To wydarzenie na pewno umacnia nasze relacje dwustronne i zwiększa bezpieczeństwo. Zdolności odstraszania ma również natowska batalionowa grupa bojowa w okolicach Orzysza, której trzon również stanowią Amerykanie, a współtworzą Brytyjczycy oraz Rumuni. O korzyściach płynących z tej obecności pisano i mówiono już wiele. Dlatego dla odmiany warto spojrzeć na cały ten harmider okiem malkontenta.

Po pierwsze, większość ciężkiej brygady, która ma mieć dowództwo i zaplecze logistyczne w Polsce, przez dużą część czasu będzie... poza naszym krajem. Wiadomo, że jeden batalion ma się zajmować ćwiczeniem głównie w państwach bałtyckich, drugi – skierować na południe w rejon Morza Czarnego, który teraz wydaje się kluczowym obszarem zainteresowania Amerykanów. Jak mówi jeden z wysokich oficerów znających szczegóły ich pobytu, w Polsce na stałe będzie na pewno 14 czołgów, czyli jedna kompania do szkolenia. Tymczasem w mediach wciąż przewija się liczba 90. Nie jest tak, że Amerykanie przyjadą tu, by pięknie wyglądać i robić sobie zdjęcia na tle czołgów Abrams. Oni będą się szkolić, i tylko w pewnym zakresie będzie się to odbywać w Polsce.

Po drugie, jeśli już mówimy o szkoleniu, to trzeba pamiętać, że z tym będą się także wiązać nieprzyjemne incydenty. Ponoć ostatnio jeden z amerykańskich śmigłowców ni z tego, ni z owego, bez żadnej zapowiedzi, wylądował na placu jednostki wojskowej w Węgorzewie, wyskoczył z niego żołnierz i spytał, czy... to na pewno Węgorzewo. Inny śmigłowiec amerykański miał bez uprzedniego zgłoszenia latać w rejonie, gdzie właśnie było prowadzone strzelanie ciężką bronią. Wytłumaczenie? Bo pilot chciał sobie sprawdzić trasę. Niektórzy mogą to nazwać pewną niefrasobliwością. Inni powiedzą: „a no bo to kowboje”. Tak czy inaczej od 17 września 199 3 r ., gdy ostatni żołnierze, wtedy już armii rosyjskiej – opuścili Polskę, nie mieliśmy na naszym terytorium tak długotrwałej obecności dużej liczby zagranicznych żołnierzy. Oczywiście nasi sojusznicy z Zachodu regularnie przyjeżdżają na ćwiczenia, ale to jest kilka tygodni, a nie długie miesiące. Warto więc sprecyzować i na wstępie jasno określić, co amerykańscy żołnierze w Polsce mogą robić, a czego nie. Bo przyjaźń przyjaźnią, ale gdy w grę wchodzi używanie sprzętu wojskowego, tam, gdzie się tego robić nie powinno, nie można na to przymykać oka. Przynajmniej jeszcze bardziej, niż robimy to już teraz (np. w przypadku specjalsów amerykańskich szkolących się w Polsce).

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.