Oficjalne otwarcie Gazociągu Północnego nie wywołało w Polsce dyskusji. Zajęta losami Zbigniewa Ziobry i Grzegorza Schetyny elita polityczna nie zauważyła, że właśnie nastąpiło przypieczętowanie jednej z największych porażek naszej dyplomacji. Nie tylko obniżył się poziom bezpieczeństwa energetycznego, ale Polska straciła też możliwość kreowania polityki w regionie. Teraz musimy się przyznać, że nie byliśmy w stanie zadbać o swoje interesy i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Gdy pojawił się pomysł budowy gazociągu, rosyjsko-niemiecka inicjatywa nie budziła w Europie entuzjazmu. Kraje nadbałtyckie sprzeciwiały się inwestycji – głównie z powodów ekologicznych. Polska uznała gazociąg za zagrożenie swoich interesów, co najostrzej wyraził wówczas minister Radosław Sikorski, nazywając Nord Stream nowym paktem Ribbentrop-Mołotow. Choć ton wypowiedzi był histeryczny, jednak pokazywał stosunek Warszawy do przedsięwzięcia. Nie byliśmy wówczas na straconej pozycji. Eurodeputowanemu Marcinowi Libickiemu udało się przeforsować w Parlamencie Europejskim rezolucję potępiającą budowę gazociągu, a kraje skandynawskie nie zgadzały się na przeciągnięcie rury po należących do nich wodach Bałtyku.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
