Kończy się białoruski cud gospodarczy, który przez ostatnie 15 lat zapewniał Aleksandrowi Łukaszence stabilną ciągłość władzy. Zapaść finansów państwa przy braku wsparcia Rosji to fatalna wróżba przed zimowymi wyborami prezydenckimi.
Dotacje Kremla – jak mówił nam ekonomista Jarasłau Ramanczuk – do niedawna zabezpieczały aż 15 proc. PKB. Dzięki nim władze w Mińsku terminowo wypłacały pensje i zapewniały pełne zatrudnienie. Krajowi udało się nawet – dzięki zachodnim i rosyjskim kredytom – przejść w miarę suchą stopą przez kryzys gospodarczy. Choć gospodarka zwolniła z kilkunastu do 0,3 proc., recesji udało się uniknąć.
Konflikt z Kremlem i wstrzymanie jego pomocy zepsuło korzystny dla władz trend. Do maja 2010 r. początkowy proficyt zmienił się w 3-proc. deficyt, dwukrotnie wyższy, niż przewiduje budżet. Mińskowi trudno będzie osiągnąć założony poziom dziury budżetowej, ponieważ jednocześnie założono nierealny wzrost PKB na poziomie 12 proc.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.