Czy to Wall Street, czy warszawski NewConnect, problem jest ten sam – zarządy spółek nie zawsze chcą się dzielić każdą informacją z ich akcjonariuszami.
Inwestorzy, którzy w 2010 r. uwierzyli w spółkę Inifinity, najpierw musieli przecierać oczy ze zdumienia, po kilku dniach pewnie byli już wściekli, a po dwóch latach – zrezygnowani. Na debiucie 6 lipca 2010 r. od razu zaliczyli stratę – około 23 proc. Na koniec dnia za akcję płacono 1,2 zł. Po tygodniu kurs spadł do 69 gr. Ostatniego dnia notowań – na początku października ubiegłego roku – jedna akcja następcy Infinity wyceniana była na... 1 gr.
Sprawa spółki niegdyś firmowanej przez Piotra Tymochowicza – specjalisty od kreowania wizerunku – to historia z pogranicza science fiction i dramatu. Fantastyczny był pomysł na biznes: Infinity oferowało klientom nieśmiertelność. Za drobną opłatą serwis Solaris Gate prowadzony przez firmę miał przechowywać dane o użytkownikach z ich kodem genetycznym włącznie. To ocalanie od zapomnienia miało przynosić ogromne zyski. Media były pełne zapowiedzi podboju kolejnych rynków. W planach ekspansji: Rosja i USA. Docelowo spółka miała być notowana na amerykańskim Nasdaq. W internecie można znaleźć zapis czatu z Piotrem Tymochowiczem, w którym mówi on o planach ośmiocyfrowych zysków w trzecim roku działalności.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.