Resort finansów przewiduje, że nakłady w 2020 r. będą miały wartość tylko nieco ponad 20 proc. PKB. Mateusz Morawiecki liczył w swojej strategii na dużo więcej.
Przez ostatnie dwa lata piętą achillesową naszego rozwoju były słabe inwestycje. Wynikało to w dużej mierze z przerwy między dwiema wieloletnimi unijnymi perspektywami finansowymi. Ale przedsiębiorcy narzekali też na wzrost niepewności co do gospodarczych planów nowej ekipy rządzącej.
Przez cały 2016 r. nakłady firm spadały, a rok później bardzo powoli pięły się ponad kreskę. Wydawało się, że dane z czwartego kwartału 2017 r. zwiastują inwestycyjny boom. Wstępne szacunki GUS wskazywały bowiem, że nakłady brutto na środki trwałe zwiększyły się między październikiem a końcem grudnia o przeszło 11 proc. rok do roku. Wiele wskazuje na to, że ten optymizm był jednak przedwczesny, bo statystycy w tym tygodniu zweryfikowali swoje wyliczenia. Teraz wiemy, że inwestycje urosły o 5,4 proc. r./r. To była największa korekta nakładów w historii zbierania danych. Wydatki poniesione przez sektor instytucji rządowych (m.in. na uzbrojenie) i samorządy okazały się znacznie mniejsze.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.