Autopromocja

Szara strefa, błogosławieństwo kapitalizmu

Polski złoty
Polski złotyShutterStock
13 stycznia 2012

Kryzys służy szarej strefie. I całe szczęście. Bez niej w latach złej koniunktury setki milionów ludzi na świecie przymierałyby głodem, niemiecki eksport przestałby się rozwijać, w Grecji i Hiszpanii z powodu załamania poziomu życia zapewne nie utrzymałyby się demokratyczne rządy, a Polska byłaby przynajmniej o 25 proc. uboższa.

Bank Światowy na podstawie skomplikowanych modeli ekonometrycznych szacuje, że na całym świecie już 60 proc. wszystkich zatrudnionych pracuje na czarno. Łącznie wytwarzają niemal 1/6 dochodu narodowego świata – 10,6 bln euro rocznie. To już prawie tyle, ile jest warta legalna gospodarka krajów strefy euro (11,68 bln euro). W Polsce wartość szarej strefy dochodzi już do 200 mld euro rocznie, 150 razy tyle, ile kosztuje budowa II linii metra w Warszawie.

W latach prosperity, między 2000 a 2007 r., niepodlegający opodatkowaniu obrót gospodarczy dość szybko malał. Jednak wraz z załamaniem koniunktury w USA, Europie i znacznej części świata w 2008 r., praca na czarno nie tylko szybko odzyskała utracone pole, ale jej zasięg osiągnął nieznaną od dziesięcioleci skalę. Bank Światowy szacuje, że aż 27,6 proc. dochodu narodowego w Polsce (czyli około 220 mld dol. rocznie) w ogóle nie jest rejestrowane. W skali Europy to sporo, ale nie odstajemy aż tak bardzo od innych. W Niemczech szara strefa dostarcza 16,3 proc. PKB, w Szwecji 19,1 proc., w Grecji (to i tak zapewne nadmiernie optymistyczna ocena) 27,5 proc., a we Włoszech – 27.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.