Strefie euro są potrzebne szybkie i zdecydowane rozwiązania. Problem w tym, że takich rozwiązań w scenariuszu, który rozgrywa się na europejskich rynkach, nie ma. Nawet przeklęta przez Berlin unia transferowa polegająca na pompowaniu niemieckich pieniędzy w długi Południa jest do zmontowania dopiero za kilka lat.
Podobnie euroobligacje, których powołanie wymaga zmian w prawie europejskim i niemieckiej ustawie zasadniczej. Rozwiązania, które wydają się najskuteczniejsze, są najtrudniejsze.
Politycy zarówno w Europie, jak i w USA doskonale zdają sobie z tego sprawę. Dlatego w ich działaniach jest więcej markowania ruchów niż konkretnych decyzji. Zarówno Angela Merkel, Nicolas Sarkozy, jak i coraz bardziej zaniepokojony Europą Barack Obama wiedzą, że unii walutowej nie da się przebudować i dostosować do kryzysu w pięć minut. Pozostają komunikaty takie jak te z G7 w Marsylii, że „uzgodniono zakres działań” i grupa jest gotowa do bliżej niesprecyzowanych „mocnych i skoordynowanych reakcji w celu odpowiedzi na wyzwania”. Pozostaje też wizyta ad hoc w Europie amerykańskiego ministra finansów Timothy’ego Geithnera. Wszystko po to, by docenić powagę sytuacji.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.