Przez ostatnie trzy lata wiara we wspaniałą przyszłość branży mieszkaniowej nasuwała skojarzenia z szaleństwem, jakie ogarnęło inwestorów na punkcie branży internetowej.
Deweloperzy i ich akcjonariusze zaczynają wkraczać na tę samą ścieżkę co osiem lat temu spółki internetowe i ich właściciele. Analogii nie brakuje.
Najpierw rozkręca się koniunktura na rynku mieszkaniowym. Bogacący się Polacy korzystają ze spadku stóp procentowych i tańszych kredytów, których koszt zbija dodatkowo rywalizacja między bankami. Ceny nieruchomości rosną, a na rynek wchodzą zagraniczni inwestorzy, którzy masowo wykupują mieszkania. Ceny ciągle rosną, a wraz z nimi ceny akcji deweloperów i każdej spółki, która wspomni o możliwości wejścia w branżę. A w analizach i rekomendacjach trudno było w tamtym czasie doszukać się nie tyle ostrzeżeń co widocznych uwag o wpływie na rynek mieszkaniowy stóp procentowych, cyklu ekonomicznego czy też poziomu cen, jaki dla przeciętnego Polaka jest do przyjęcia. Do tego doszło spekulacyjne podejście banków w USA i międzynarodowych instytucji finansowych do rynku nieruchomości. Jego skutki od połowy 2007 r. zagrażają największym gospodarkom i światowemu systemowi finansowemu, a na giełdzie uderzyły najpierw m.in. w notowania deweloperów. Ceny ich akcji spadały, ale ceny mieszkań dochodziły do absurdalnych poziomów. Potem do głosu doszły efekty szybkiego rozwoju gospodarki, czyli wzrost płac, inflacja i droższe kredyty. Te wskaźniki rosły, a popyt na nowe mieszkania zaczął spadać.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.