Minione dwa tygodnie spędziłem w Grecji, na pięknej wyspie Lefkada, połączonej ruchomym mostem z kontynentem. Grecję znam bardzo dobrze, pracowałem w Atenach jako informatyk w 1987 r., potem wielokrotnie spędzałem tu wakacje. Ostatni raz byłem w Grecji dekadę temu, przed kryzysem, więc byłem ciekaw, jak wygląda ten kraj obecnie.
Oficjalne dane mówią o piątym roku recesji, która doprowadziła Grecję do utraty statusu kraju rozwiniętego. Bezrobocie zbliża się do 30 proc., a wśród młodych ludzi przekroczyło 60 proc. Na Lefkadzie w środku sezonu nie ma kryzysu. Restauracje są pełne turystów z Włoch, Anglii (szczególnie w raju dla surferów, czyli na plaży w Vassiliki), Skandynawii i krajów bałkańskich. W Vassiliki pływaliśmy na deskach i na żaglówkach. Gdy po czwartej po południu wieje szóstka, to jest to spore wyzwanie, dobrze, że cały rok ćwiczyłem brzuszki, dzięki czemu Laser 2000 wchodził w piękny ślizg, a ja wisiałem w poziomie za burtą, balastując.
W stolicy wyspy, o takiej samej nazwie, na głównym deptaku wieczorem jest taki tłok, że zawstydziłby miłośników Krupówek w środku sezonu. Wielokrotnie widziałem, jak do stolika zwolnionego około 22.00 startowało naraz kilka rodzin i wygrywali najszybsi. Ceny są też zupełnie niekryzysowe, dwukrotnie wyższe niż te, które pamiętam sprzed 10 lat. Na plaży w Lefkadzie, gdzie codziennie akrobacje wykonuje setka kajciarzy, piwo Mythos kosztuje 5 euro, chociaż w mniej popularnych miejscach cena spada dwukrotnie. Paragliding, czyli latanie na spadochronie za motorówką, kosztuje 50 euro za 15 minut. Drogo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.