Autopromocja

Leszek Skiba: Nowy system podatkowy jeszcze nie w przyszłym roku

pieniądze
Znaki zapytania u sceptyków będą się pojawiać do samego końca. Wiemy, że nie przekonamy wszystkich do momentu opublikowania sprawozdania z wykonania budżetu za 2017 r.ShutterStock
24 maja 2016

Prognozowany w programie konwergencji spadek deficytu z 2,9 proc. PKB w 2017 r. do 1,3 proc. w 2019 r. pokazuje tylko przestrzeń do decyzji politycznych, które jeszcze nie zostały podjęte - mówi Leszek Skiba, podsekretarz stanu, główny rzecznik dyscypliny finansów publicznych, pełnomocnik rządu ds. wspierania reform na Ukrainie.

2555736-leszek-skiba-podsekretarz-stanu.jpg
Leszek Skiba, podsekretarz stanu, główny rzecznik dyscypliny finansów publicznych, pełnomocnik rządu ds. wspierania reform na Ukrainie

Obawy dotyczą głównie 2017 r., bo mamy zbieg różnych czynników: prace nad podwyższaniem kwoty wolnej, pełen wymiar programu „Rodzina 500 plus”, kwestię ustawowego obniżenia stawek VAT. Ministerstwo Finansów jest zdeterminowane, by znaleźć finansowanie, wchodzą nowe narzędzia, które mają nam pomóc. Mamy uchwaloną klauzulę obejścia prawa, lada dzień zostanie podpisana ustawa powołująca spółkę tworzącą centralny rejestr faktur, przygotowujemy projekt uszczelniający VAT. To wszystko zadziała w 2017 r., efekty będą też widoczne w kolejnych latach.

Znaki zapytania u sceptyków będą się pojawiać do samego końca. Wiemy, że nie przekonamy wszystkich do momentu opublikowania sprawozdania z wykonania budżetu za 2017 r. Po drodze będziemy też pokazywać dane o wartości napływających podatków w trakcie 2017 r. Twarde liczby rozwieją wątpliwości.

Każda decyzja jest obarczona ryzykiem, czy to w sektorze prywatnym, czy publicznym. Ważne, by trafnie ocenić skalę ryzyka i podjąć odpowiednie działania. Robimy to z pełną odpowiedzialnością, żeby zminimalizować ryzyko porażki i wzrostu deficytu ponad zaplanowany poziom. „Rodzina 500 plus” jest istotnym programem z punktu widzenia polityki państwa. Ma wpływ na niwelowanie nierówności społecznych, a więc korzystny efekt społeczny. Wpływa też na dynamikę wzrostu PKB. Powodzenie tego programu jest mocnym bodźcem motywującym nas do pracy. Można sobie wyobrazić sytuację, w której program jest rozłożony w czasie, a my mamy kilka lat na uszczelnienie systemu podatkowego. Wtedy efekty mogłyby nie przyjść szybko.

Stąd, że niektóre planowane przez nas rozwiązania – jak centralny rejestr faktur – wyraźnie ograniczą najbardziej szkodliwy proceder, jakim są karuzele VAT-owskie. Usprawnione zostanie tempo identyfikowania przestępców.

To projekt, który wynika z przekonania, że przy zachowaniu neutralności dla budżetu można zrobić dużo dobrego dla podatników, upraszczając system podatkowy, łącząc kilka danin w jedną. Neutralność dla budżetu ma polegać na tym, że efekt niższych obciążeń dla najbiedniejszych ma być rekompensowany ich zwiększeniem dla najbogatszych. Wiąże się to z wprowadzeniem szerszej progresji.

Ten projekt zawiera dwa duże wyzwania. Pierwsze to przegląd wszystkich form opodatkowania – trzeba wybrać, które formy wprowadzimy do jednolitego podatku, a które pozostawimy bez zmian. Utrzymanie niektórych rozliczeń ryczałtowych ma sens. System podatkowy dziś jest przecież niejednorodny.

Racjonalne wydaje się ich włączenie. Ale są takie formy rozliczeń ryczałtowych, które należy pozostawić, by nie tworzyć komplikacji dla pewnych grup podatników. Drugie wyzwanie przy projekcie to system informatyczny. Dziś daniny pobierają zarówno urzędy skarbowe, jak i ZUS. Pytanie, kto miałby je pobierać w nowym systemie.

Z pewnością jeden poborca. To docelowe rozwiązanie. Kto? Nie ma jeszcze takiej decyzji.

Przy niskim dochodzie minimalna stawka powinna wynosić zero. Ale jakim – za wcześnie by o tym mówić. Podobnie jak o maksymalnej stawce.

To jest jeszcze do ustalenia. Utrzymanie wysokiej kwoty wolnej może mieć negatywne efekty dla finansów publicznych, kwota wolna na poziomie 8 tys. zł to ubytek w dochodach rzędu 20 mld zł. A założenie jest takie, żeby system był neutralny dla budżetu.

Podstawowe ulgi powinny zostać. Nie chcemy tworzyć sytuacji, w której nowy podatek pogarszałby sytuację w obszarach kluczowych, jak polityka demograficzna. Powinna być też preferencja wspólnego opodatkowania małżonków.

Analizowaliśmy to. Problem z taką formą opodatkowania polega na tym, że w trakcie roku podatkowego nie wiadomo byłoby, według jakiej stawki płacić zaliczki. Jaki podatek ma zapłacić podatnik, wiadomo dopiero przy rozliczeniu rocznym. Taki mechanizm powodowałby napięcia płynnościowe w budżecie. Musimy mieć z góry określone stawki.

Jeszcze nie zdecydowaliśmy.

Problemem dwóch stawek, które mamy obecnie, jest to, że taki jeden wyraźny próg mocno motywuje, by go nie przekraczać czy próbować omijać. Wprowadzenie większej liczby stawek prowadzi do rozmycia tej granicy i minimalizuje chęć unikania przekraczania kolejnych progów. Dlatego im więcej sensownie wyznaczonych granic, tym większa skłonność do pogodzenia się podatników z progresją.

Ten system powinien zostać utrzymany. Ta składka nadal będzie kalkulowana w oparciu o dochody i na podstawie odprowadzonej składki będą wyliczane emerytury. Wszystko zostanie po staremu.

Każdy w podatku jednolitym będzie płacił według skali, ale jak będzie opodatkowana działalność gospodarcza, nie jest jeszcze zdecydowane.

Sprawa nie jest przesądzona, nie ma jeszcze decyzji w tej sprawie. Analiza dotycząca przygotowania nowego podatku obejmuje kwestie prawne i ten kontekst musi być uwzględniony.

Etap koncepcyjny może zostać zakończony w wakacje, ale trzeba to rozwiązanie skonsultować i zastanowić się nad jego skutkami oraz dostosować do niego państwowe systemy informatyczne. Głównie z tego ostatniego powodu wejście w życie nowego systemu od 1 stycznia 2017 r. jest mało prawdopodobne. Raczej stanie się to rok później.

Projekt wykonujący orzeczenie będzie musiał być ogłoszony najpóźniej 30 listopada. Na razie nie ma decyzji, o ile zostanie podniesiona. W Aktualizacji Programu Konwergencji przedstawiliśmy propozycję, by podnosić ją co roku o tysiąc złotych, co dałoby w przyszłym roku kwotę na poziomie około 4 tys. zł. To oznaczałoby koszt w granicach 4 mld zł, choć gdybyśmy wprowadzili swego rodzaju progresję, to ten koszt spadłby do 3 mld zł.

Nie wszyscy podatnicy z pierwszego przedziału skali podatkowej, i żaden z drugiego, nie byliby objęci podwyżką kwoty wolnej. Czyli dla części wzrosłaby do 4 tys. zł, ale ci zarabiający lepiej odliczaliby ją w obecnej wysokości.

Trwają wnikliwe prace nad opinią rządu do prezydenckiego projektu ustawy o obniżeniu wieku emerytalnego.

Ważną kwestią jest docelowy akceptowalny poziom deficytu w Polsce. Ma on związek z poziomem długu publicznego. Z punktu widzenia polityki fiskalnej ważne jest, by mieć pewien bufor na wypadek zagrożenia, a wynika on z poziomu długu publicznego i jego relacji do PKB. Chodzi o margines swobody, który pozwoli w okresie spowolnienia czy recesji zwiększyć deficyt i stymulować fiskalnie gospodarkę bez ryzyka przekroczenia 60 proc. długu w relacji PKB. Z tego punktu widzenia poziom długu powinien być istotnie poniżej 50 proc. PKB.

Jak się porozmawia z inwestorami amerykańskimi, to w przeciwieństwie do europejskich nie mają oni takiego silnego przekonania, że osiągnięcie celu MTO, czyli 1 proc. deficytu strukturalnego, jest istotne. Ich zdaniem przy odpowiednio wysokim wzroście gospodarczym i różnicy między wzrostem nominalnego PKB a oprocentowaniem obligacji deficyt zawierający się w przedziale między 1 a 2 pkt proc. PKB pozwala na zachowanie stabilności finansów publicznych. Polski rząd powinien więc dążyć do osiągnięcia MTO w średnim okresie i ta determinacja jest uzasadniona.

Komisja wymaga zmniejszania go na poziomie 0,5 proc. PKB rocznie, co ma pewien negatywny efekt dla wzrostu gospodarczego. Zacieśnienie fiskalne ogranicza wzrost, a poluzowanie wspomaga go, przynajmniej przejściowo. Polska powinna dążyć do MTO, i dąży, ale tempo powinno być takie, by nie dawało Brukseli pretekstu do wprowadzania procedury nadmiernego deficytu dotyczącej tempa dochodzenia do MTO. Minimalne tempo zmniejszania deficytu, które pozwala uniknąć tej procedury, to 0,25 proc. PKB rocznie. I to tempo zostanie utrzymane, by Komisja nie miała wątpliwości. Zasadnicze pytanie to, czy przyspieszać to tempo zmniejszania deficytu kosztem wzrostu gospodarczego i realizacji innych istotnych programów rządu. Raczej nie, i taka jest wykładnia ministra Szałamachy.

Tak, bo APK pokazuje pewną przestrzeń fiskalną do decyzji politycznych, które nie zostały podjęte. Nie wiemy, co z wiekiem emerytalnym, co z kwotą wolną, obniżką VAT i innymi decyzjami o charakterze średniookresowym, które mogą się pojawić później.

Jeśli zapadną decyzje w sprawie wprowadzenia kwoty wolnej czy wieku emerytalnego, to tempo się spłaszczy. Gdybym miał się zakładać, ten wariant jest prawdopodobny.

Nie widać tego szczególnie, tym bardziej że zastrzeżenia agencji dotyczą głównie tzw. jakości instytucji. Silne fundamenty gospodarki są za to argumentem za utrzymaniem popytu na nasze papiery skarbowe. Ważniejszym czynnikiem z punktu widzenia inwestorów jest ryzyko globalnego spowolnienia gospodarki i odpływu kapitału z rynków wschodzących niż decyzje agencji ratingowych. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.