Autopromocja

"Etap węglowej ekstraklasy polskie górnictwo ma już bezpowrotnie za sobą"

Jozef Dubiński, prof. dr hab. inż., drugą kadencję przewodniczy Światowemu Kongresowi Górniczemu – organizacji międzynarodowej skupiającej 38 górniczych państw świata
Jozef Dubiński, prof. dr hab. inż., drugą kadencję przewodniczy Światowemu Kongresowi Górniczemu – organizacji międzynarodowej skupiającej 38 górniczych państw świata Fot. Magdalena JodłowskaDGP
20 maja 2009

Rozmawiamy z JÓZEFEM DUBIŃSKIM, naczelnym dyrektorem Głównego Instytutu Górnictwa - Przedsiębiorcy i mieszkańcy Szczecina czy Gdańska będą woleli kupić tańszy węgiel sprowadzany z zagranicy niż droższy przywieziony ze Śląska. Nabywca nie wnika w zawiłości kosztów transportu czy cen dumpingowych. Dla niego to towar, gdzie liczą się cena i stabilność dostaw.

 W ubiegłym roku import węgla do Polski był większy od eksportu. Czy to początek zmiany roli naszego kraju na międzynarodowym rynku tego surowca energetycznego, zmiany bolesnej, o której górnicy w najczarniejszych snach nie śnili?

– Rok 2008 był rzeczywiście niepokojący w odniesieniu do wyników górnictwa węgla kamiennego. Około dwa miliony ton nadwyżki importu nad eksportom złamało pewną barierę, mającą także charakter bariery psychologicznej, bowiem pierwszy raz w historii polskie górnictwo nie było w stanie w pełni zaspokoić zapotrzebowania różnych krajowych klientów. Stąd coraz więcej osób stawia pytanie, czy Polska z eksportera przemienia się w importera węgla? Sądzę, że nasza gospodarka podąża tutaj za światowym trendem. Oznacza to, że przedsiębiorcy i mieszkańcy Szczecina czy Gdańska będą woleli kupić tańszy węgiel sprowadzany z zagranicy, np. z Rosji, niż droższy przywieziony ze Śląska. Nabywca nie wnika bowiem w zawiłości kosztów transportu czy cen dumpingowych. On patrzy na węgiel jak na każdy towar, gdzie liczy się jego cena oraz stabilność dostaw. Jednak uważam, że węgla sprowadzanego do Polski drogą morską, np. z Australii czy RPA, nie będzie się opłacało wozić w głąb naszego kraju. Także nasi polscy producenci tego surowca już dzisiaj biorą cyrkiel i kreślą promień odległości, którą warto pokonać szukając zbytu. Praktycznie ten zasięg kończy się w odległości około 300 km od śląskich kopalń, a więc gdzieś w rejonie Warszawy. Natomiast kopalnia „Bogdanka” ma szanse zaspokoić popyt na wschodzie Polski. Śląskie kopalnie mają w zasięgu zaopatrzeniowym zachodnie, południowe i centralne rejony kraju. Na północy importerzy mają szanse umacniać swoją pozycję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: GP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.