Ekonomiści mówią o ataku spekulantów na Włochy, a politycy w Europie znów na nich mogą złorzeczyć. Bangsters, czyli bankowi gangsterzy, korzystają z kryzysów, ostatnio z włoskiego.
„Spekulanci” to ulubione słowo polityków. Podczas ostatniego, największego od 80 lat kryzysu oskarżono tych „krótkoterminowych inwestorów”, że się walnie do niego przyczynili. Dostaje im się za wzrost cen ropy, żywności, złota, bawełny, rozchwianie rynku walutowego, a ostatnio za ataki na greckie i portugalskie obligacje. Teraz na celownik wzięli sobie Włochy, pogrążone w politycznym kryzysie, z długiem około 120 proc. PKB i bardzo wolnym wzrostem gospodarczym.
W efekcie po gwałtownych spadkach na giełdzie w Mediolanie Włosi musieli ograniczyć krótką sprzedaż akcji, ulubione narzędzie wielkich graczy. Polega ono na pożyczaniu od innych inwestorów akcji, a gdy kurs spadnie – tańszym ich odkupywaniu. Różnica w cenie jest ich zarobkiem. To tzw. gra na spadki. Spekulanci atakują też rynek włoskich CDS-ów, czyli instrumentów, które mają ubezpieczać od bankructwa państwa. Skupując je, powodują wzrost ich cen, co inni gracze interpretują jako wzrost ryzyka bankructwa i wyprzedają państwowe obligacje. Od razu rośnie oprocentowanie papierów i koszt ubezpieczenia długu, czyli również koszt jego obsługi przez państwo. Taki scenariusz zmusił już do błagania o pomoc międzynarodową kilka krajów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.