Polska ma swój model cywilizacyjny. Nie ignorujmy go [OPINIA]

Narodowy Marsz Życia, Warszawa 2025
Narodowy Marsz Życia, Warszawa 2025Materiały prasowe / Paweł Kula
wczoraj, 12:05

Polska jest postrzegana na zewnątrz jako kraj atrakcyjny: bezpieczny, rozwijający się gospodarczo, gościnny, przywiązany do wspólnotowych więzi. Warto postawić pytanie – skąd ta atrakcyjność pochodzi? Popularna odpowiedź brzmi, że to efekt transformacji po 1989 r. i integracji z liberalnym Zachodem. To jednak odpowiedź niepełna, a w swej jednostronności nawet myląca.

Narodowy Marsz Życia, organizowany przez Fundację Świętego Benedykta, zgromadził w niedzielę 19 kwietnia 2026 r. dziesiątki tysięcy uczestników. Dołączył do nich prezydent Karol Nawrocki. Przemawiał m.in. prof. Tonio Borg – były komisarz UE, dziś szef największej europejskiej federacji pro-life „One of Us” – który przyjechał do Warszawy, by „poczuć, że jest nadzieja dla Europy”. Jednocześnie ograniczanie znaczenia Marszu wyłącznie do ważnej, ale wąskiej kwestii ochrony życia nienarodzonych byłoby poważnym nieporozumieniem – zarówno analitycznym, jak i politycznym.

Cywilizacja prawa naturalnego i jej zaskakujący sojusznicy

Od kilkudziesięciu lat dominujące siły w cywilizacji zachodniej starają się neutralizować społeczne znaczenie ruchów pro-life, a także ich miejsce w debacie. Jednak to trwałe zaangażowanie tak wielu ludzi powinno skłonić zarówno klasę polityczną, jak i liderów opinii do uznania faktu, iż mamy do czynienia z czymś więcej niż przemijającą intelektualną modą czy też ideologią.

Ruchy obrony życia stanowią dziś w znacznej mierze społeczny sztandar i emblemat zjawiska, które zwykło się nazywać opinią chrześcijańską. Ponieważ nie wydaje się, by opinia ta miała zniknąć, nawet w najbardziej zlaicyzowanych krajach Europy, trzeba po tak masowym wydarzeniu jak Narodowy Marsz Życia powrócić do hipotezy mówiącej, iż ochrona kluczowych osiągnięć cywilizacji, której dziedzicami są chrześcijanie, leży w dobrze pojętym interesie społecznym – zarówno wierzących, jak i tych, którzy do wiary podchodzą z dystansem.

Choć Bóg stał się wielkim milczącym w naszej kulturze – czy może bardziej: wielkim uciszonym – chrześcijaństwo wciąż oddziałuje. Świadczą o tym zaskakująco różni ludzie. Amerykański aktor Jonathan Roumie, który doświadczył życiowej przemiany, odgrywając Jezusa w serialu „The Chosen” (do obejrzenia m.in. na platformach Prime Video, Netflix, TVP VOD), ostrzegał w 2024 r. na Marszu dla Życia w Waszyngtonie przed siłami chcącymi, „byśmy wierzyli, że aborcja nie szkodzi”. Michel Houellebecq – słynny francuski pisarz i zadeklarowany życiowy nihilista – ku zaskoczeniu wielu nazywa eutanazję cywilizacyjnym upadkiem i regresem. Ayaan Hirsi Ali, holenderska polityk i intelektualistka feministyczna walcząca o prawa kobiet, szczególnie w społecznościach muzułmańskich, porzuciła ateizm dla chrześcijaństwa i dziś publicznie debatuje w tej sprawie ze swoim przyjacielem Richardem Dawkinsem. Tak różni ludzie mogą dziś stawać w obronie wielkich, choć pozatechnicznych osiągnięć kultury chrześcijańskiej. Przykłady żywotności tej „cywilizacji prawa naturalnego” są częstsze, niż mogłoby nam się wydawać.

Chantal Delsol, znana francuska filozofka, o której nie można powiedzieć, by odrzucała nowoczesność, twierdzi wręcz, że „liberalizm żyje tylko dzięki zasadom moralnym, które go poprzedzają i których sam nie potrafił wymyślić (...) jednolitość społeczeństwa liberalnego opiera się na strukturze moralnej odziedziczonej po okresie nieliberalnym”.

Narodowy Marsz Życia jako diagnoza społeczna

W powyższym kontekście Narodowy Marsz Życia, co deklarują sami jego organizatorzy, należałoby uznać za odpowiedź na szereg zjawisk osłabiających spójność polskiego społeczeństwa i kondycję państwa. Odpowiedź analogiczną do tego, na co zwraca nam uwagę wspomniana Delsol. Ludzie stojący za Marszem widzą go jako akt publicznego przypominania, że suwerenność i przyszłość Polski zależą od zachowania jej własnego – wypracowanego przez stulecia – sposobu rozumienia świata i organizowania życia zbiorowego.

Z pewnością nie jest to głos nostalgii i izolacjonizmu, lecz świadome upomnienie się o ciągłość kulturową, stanowiącą warunek trwałości każdego państwa i wspólnoty narodowej. A ciągłość ta w Polsce ma chrześcijański charakter. Dziś polskie chrześcijaństwo może wydawać się czymś bardzo lokalnym wobec wielości kultur i dominacji na Zachodzie liberalnego demokratyzmu, jednak w rzeczywistości pozwala ono czerpać Polakom mądrość z najlepszych uniwersalnych źródeł. Wciąż jest podstawą polskich nawyków serca, nawet jeśli niekoniecznie zdajemy sobie z tego sprawę.

Trzy filary polskiego modelu

Można wyróżnić trzy zasady, na których opiera się specyfika polskiego modelu życia, wypracowana przez długie wieki historycznego doświadczenia. Pierwszy z nich to szacunek dla ludzkiego życia – od jego początku aż po naturalny kres. Nawet jeśli Polacy spierają się o to, jak daleko powinna sięgać prawna ochrona życia nienarodzonych (a powinna sięgać jak najdalej), to jako społeczeństwo wciąż oponujemy wobec aborcji traktowanej niczym zwykłe uprawnienie, sprzedawane nam w roli warunku nowoczesności i cywilizacyjnego awansu. Tymczasem tam, gdzie zanika chrześcijański szacunek dla życia najsłabszych, nieuchronnie słabnie też troska o życie najstarszych, o rodziny, o tych, którym potrzebna jest solidarność wspólnoty. Te rozmaite formy społecznej troski, głęboko zakorzenione w kulturze polskiego katolicyzmu, nie są sentymentem – są jednym z realnych źródeł polskiej siły i rozwoju.

Drugi filar to rodzina i dom jako najlepsza forma ludzkiego życia. Konstytucyjna definicja małżeństwa – związku kobiety i mężczyzny – nie jest wyrazem ideologicznego uporu ustawodawcy ani narzuceniem społeczeństwu abstrakcyjnego dogmatu. To zapisanie w prawie tego, co ludzie powszechnie rozpoznają jako naturalną podstawę ludzkiej wspólnoty. Gdy rodzina słabnie, ustaje też zdolność kolejnych pokoleń do budowania spójnych relacji i solidarnych społeczeństw – i żadna polityka redystrybucji tego w pełni nie zastąpi. To właśnie zakorzeniona w etosie rodzinnym troska Polaków o dom i najbliższych była przez ostatnie dziesięciolecia jednym z najważniejszych, choć często niedocenianych motorów naszego zbiorowego sukcesu i naszych ambicji.

Trzeci filar to rozumienie znaczenia państwa. Nie jako instrumentu w rękach silniejszych grup interesów, lecz jako instytucji zobowiązanej do ochrony dobra wspólnego – słabszych wobec silnych, biednych wobec bogatych, zwykłego życia wobec ideologicznych postulatów reprezentujących często obcy interes polityczny i ekonomiczny. Marzenie o sprawiedliwej republice towarzyszące odrodzeniu Polski w roku 1918 i jej ponownemu wyzwoleniu w roku 1989 wyrosło z chrześcijańskiego i klasycznego rozumienia polityki, głęboko osadzonego w naszej kulturze. Warto też przypomnieć rok 2015. Polityczny zwrot, który wówczas nastąpił – ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami – był przede wszystkim obywatelskim sprzeciwem wobec deficytu solidarności, wobec rządów, którym nie przeszkadzało, że redystrybucja renty rozwojowej omija całe grupy społeczne. Ani program 500+, ani polityka godnej płacy minimalnej nie były wymysłem liberalnych ekspertów i polityków – wyrosły one z chrześcijańskiego republikanizmu i egalitaryzmu Polaków.

Ten zwrot był również wyrazem sprzeciwu wobec państwowego imposybilizmu w obszarze ochrony życia nienarodzonych, wobec uległości rządów na presję ideologii wymierzonych w rodzinę i religię, a także wobec bezkrytycznej akceptacji europejskiej polityki imigracyjnej. Nie chodziło wtedy wcale o ksenofobię – polską gościnność wobec uchodźców wojennych z Ukrainy w roku 2022 trudno kwestionować – lecz o zachowanie prawa wspólnoty do decydowania, kto, kiedy i w jakiej liczbie może stać się jej częścią.

Kultura religijna jako zasób cywilizacyjny

Wymienione zasady nie są przypadkowym zbiorem przekonań. Mają wspólne źródło w kształtującym się przez wieki polskim modelu życia, który pokazał swoją praktyczną skuteczność. Wymowne jest, że zagraniczni obserwatorzy dostrzegają w Polsce coś, czego my sami nierzadko docenić nie potrafimy: bezpieczeństwo, dobre relacje, realny wzrost zamożności, przywiązanie do religii. To nie jest zbieg okoliczności, to nasza tradycja, którą potrafiliśmy wdrożyć w nowych historycznych warunkach i która podtrzymuje, jak pisze Delsol, „jednolitość” nowoczesnej Polski, także tej zakochanej w porządkach liberalnych.

Polska, modernizując się – co można uznać za proces naturalny i pożądany – wciąż zachowuje, nawet jeśli czasem niechętnie, odrębność kulturową, a przez to też samodzielność i suwerenność. A suwerenne narody i wspólnoty polityczne to te, które potrafią czerpać ze swojej tradycji wnioski istotne dla organizacji życia zbiorowego. Nie tylko zresztą z tradycji, ale przede wszystkim ze źródeł, które nie są tylko racjonalizacją wąskich partykularnych grup interesu czy ideologii albo zewnętrznych wpływów. Chrześcijaństwo, które przemyśleliśmy przez wieki tak dokładnie, że stało się naszą drugą naturą, takim źródłem właśnie jest.

Polska jako punkt odniesienia

Fakt, że szef „One of Us” przyjechał do Warszawy, by czerpać nadzieję dla siebie, nie jest kurtuazją, ale znakiem, że mamy potencjał nie tylko, by utrzymać dobre polskie życie, ale także, by oddziaływać na społeczeństwa zachodnie przechodzące własne przebudzenie. Dziesiątki tysięcy młodych ludzi w Europie wraca w ostatnich latach coraz liczniej do chrześcijaństwa, a chrześcijanie od dawna są polską soft power, konsekwentnie przez nas niewykorzystywaną. Takich statystyk ożywienia religijnego, jak choćby dziś we Francji, nie widziano nigdy.

W Warszawie przemawiała też dr Ségolène du Closel z Fundacji Jérôme'a Lejeune'a – instytucji będącej intelektualnym centrum europejskiego ruchu pro-life. Polska jest z jej perspektywy nie peryferiami, lecz jednym z ważnych ośrodków dyskusji o przyszłości kontynentu. Miejscem, gdzie pewien model społecznej formacji utrzymał się wystarczająco długo, by przetrwać do momentu, w którym wygasają nadzieje dotąd wiązane z bezradnym w obliczu współczesnych trudności liberalizmem. Gdy Zachód się chwieje, a Wschód pogrąża się w chaosie, Polska ma szansę stanąć na czele Europy, nie tylko ekonomicznie, ale także politycznie, moralnie i duchowo. Te kwestie zawsze są blisko siebie.

Dlatego Narodowy Marsz Życia łączy sprawy, których związek bywa niedostrzegany, a jest ścisły: ochronę życia najsłabszych z przypomnieniem kulturowej i historycznej ciągłości Polski. Tegoroczna edycja odbyła się pod hasłem „Wiara i wierność 966–2026” – w nawiązaniu do 1060. rocznicy chrztu Polski, obchodzonej 14 kwietnia, a potraktowanej przez aktualny rząd jako temat niewarty państwowej pamięci. Chrzest Mieszka nie był tylko aktem religijnym. Był sprawą cywilizacyjną, która zadecydowała, czym Polska jest i bez której, jak zwykło się mówić, Polski by nie było. Patrząc w przyszłość i widząc choćby demograficzną erozję, nasze problemy nie jawią się tak zupełnie odmienne.

Dzisiejsze sukcesy Polski nie byłyby możliwe bez ciągłości jej dziedzictwa. Nasza chrześcijańska i prochrześcijańska opinia (niekoniecznie konfesyjna) jest niezbędnym warunkiem naszej suwerenności. Państwo, bezpieczeństwo, własna silna kultura, dobrostan obywateli – to w Polsce sprawy nie tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Mamy je właśnie dzięki odziedziczonej „strukturze moralnej”. Rzecz jednak w tym, by nie oglądać się wyłącznie na to, co mieliśmy i co było, ale by wciąż wspinać się ku temu, co trwa.

Tomasz Rowiński jest historykiem idei, redaktorem naczelnym czasopisma „Christianitas”, ambasadorem Narodowego Marszu Życia

Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381148mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.