Prawa ręka premiera została obwiniona o patologię. To z jego winy z tarczy antykryzysowej skorzystać mieli sutenerzy. W TVP nie ma materiałów merytorycznych ani przypadkowych. Borysa skrytykowano językiem rezerwowanym dla TAMTYCH, nie dla ludzi „dobrej zmiany”.
Posypały się spekulacje dotyczące udziału Jarosława Kaczyńskiego w tym przedsięwzięciu. Przecież Kurski nie poleciłby nakręcić takiego materiału bez przyzwolenia prezesa PiS. Według moich informacji rzeczywistość jest bardziej jednoznaczna. Kaczyński po prostu kazał tę napaść wyemitować. Ciekawe, na ile świadomy był tego Morawiecki, broniąc swojego człowieka (i przy okazji dorobku tarcz antykryzysowych).
Czy to tylko ciąg dalszy metody Kaczyńskiego? Podtrzymuje on premiera, czasem go chwali, ale przyzwala na podchody innych frakcji wobec niego. Na przykład na to, aby wracał temat dymisji Zbigniewa Jagiełły z funkcji prezesa PKO BP. Jagiełło to jeszcze bardziej zaufany współpracownik Morawieckiego niż Borys.
Tym razem to coś więcej. W kierownictwie PiS panuje przekonanie, że informacje dotyczące Daniela Obajtka, przynajmniej niektóre, wypuścili do wrogich mediów ludzie premiera. Morawiecki od dawna chciał się pozbyć z Orlenu dawnego wójta z Pcimia. I obawiał się jego ambicji politycznych. Niepokoiła go szeptana kampania na rzecz premierostwa Obajtka.
Czy polecił go zniszczyć? Nie znam dowodów, które by za tym przemawiały. Wystarczy, że przekonani są o tym czołowi politycy Zjednoczonej Prawicy. Że poszlaki przyniesiono Kaczyńskiemu. A ten postanowił swojego faworyta Morawieckiego ukarać.
Ta wojna, już nie pod dywanem, nakłada się na narastające przekonanie, że Kaczyński szykuje na jesień wcześniejsze wybory parlamentarne. Takie epizody jak nieodrzucenie dwóch poprawek senackiej opozycji do ustawy o podatku akcyzowym utwierdzają go w przekonaniu o własnej bezsilności.
Jedna przeszła na skutek zamętu wśród posłów prawowiernego PiS (wbrew kierownictwu głosowali m.in. Mariusz Błaszczak i Antoni Macierewicz). Druga, ważniejsza, zyskała poparcie Porozumienia Jarosława Gowina i części Solidarnej Polski. Kaczyński nie może znieść takiego poczucia. Zwłaszcza gdy trudno wskazać ważny projekt, poza technicznymi tarczami antykryzysowymi, który można przedstawiać jako sukces jego polityki. Wszystko, z podatkiem medialnym na czele, ba, z Nowym Ładem, który ugrzązł w zastrzeżeniach koalicjantów, nie ma większości.
Niektóre z konfliktów wywołał sam Kaczyński, zwłaszcza ten z nieudanym uderzeniem w Jarosława Gowina, któremu Adam Bielan miał w następstwie sporu o statut odebrać partię. Prezesa skrytykował za tę wojenkę jako niepotrzebną jego dawny polityczny partner, a dziś emeryt Artur Balazs – w wywiadzie dla „Polski Times”. Prezes PiS podobno nawet przyznał mu rację. Ale rozejście się pogłębia. Gowin oznajmił, że nie będzie współuczestniczył w tworzeniu nowego prawicowego bloku w europarlamencie – z Orbánem i Salvinim. Uwaga, że bliżej mu do chadeckiej EPP (gdzie jest PO i PSL), odbierana jest jako wypowiedzenie posłuszeństwa. Sprzyjają temu apokaliptyczne plotki, że to opozycja przy pomocy Gowina stworzy w tym parlamencie rząd techniczny, a on sam dostanie w zamian miejsca na wspólnych listach z PSL.
Skądinąd Kaczyński wciąż pozwala na blokowanie ludzi Gowina w programach TVP. Już nie wiadomo, co jest przyczyną, a co odwetem, zwłaszcza przy pandemicznej izolacji personalnej polityków. Tak jakby przestało mu zależeć na sklejeniu Zjednoczonej Prawicy. Jakby już postanowił, że przy okazji nowych wyborów zapewni swojemu obozowi upragnioną jedność. I uprzedzi opozycję w jej ewentualnych ruchach.
Zaczął wykonywać przygotowania. W PiS rozmawia się już o jedynkach na listach wyborczych, a zwłaszcza o kandydatach do Senatu. Można by to uznać za sygnały na pokaz, za blef, zwłaszcza przed głosowaniem w Sejmie nad europejskim funduszem odbudowy. On akurat pewnie przejdzie. Opozycja, zwłaszcza Lewica, nie odważą się na zablokowanie tego programu, i to w skali Europy. Ale Kaczyński ma dość tyrad Zbigniewa Ziobry, z których wynika, że tylko Solidarna Polska broni wbrew PiS polskiego interesu narodowego. Możliwe, że prezes jeszcze tylko straszy. Tyle że takie spirale miewają własną logikę.
Część tych gorączkowych przygotowań trzeba uznać za autodestrukcyjne. Rozdźwięk z Gowinem był (a może i jest) do zażegnania. Zresztą groźba stworzenia alternatywnej większości w tym Sejmie jest mało realna. PO, Lewica, PSL i Gowin musieliby to zrobić wspólnie z Konfederacją. Ale możliwe, że Kaczyński traktuje obecną sytuację jako osobiste upokorzenie. Nie w jego naturze jest ciułanie głosów do każdego projektu czy poprawki.
Jak w kontekście nowego rozdania jawi się bicie po głowie premiera? Na pewno obozu nie wzmacnia, chociaż jeśli spisek przeciw Obajtkowi to prawda, Kaczyński może widzieć współpracowników jako niesfornych uczniaków rozszarpujących wspólną schedę. Jeśli zaś to nieprawda, prezes ma coraz większą skłonność do padania ofiarą intryg – jak to na dworze. Stabilność rządu przestaje być dla niego naczelną wartością. Zła wiadomość w dobie pandemii i generowanego przez nią kryzysu. Choć Morawiecki, wplątany w grę o sukcesję w PiS, nie ma szans na niezależność jak Gowin. Zmuszony jest do posłuszeństwa. Może odpowie kiedyś.
Kontekst pandemiczny zwiększa ryzyko utraty władzy jesienią. Oczywiście wrobiłoby się opozycję w rządzenie w arcytrudnym czasie, ale też umożliwiło jej wielką czystkę personalną i pozbawienie prawicy źródeł finansowania. Pewne zmiany prawne, dokonywane przez nową większość w zgodzie z Europą, byłyby nie do odwrócenia. W każdym razie mianowanie Doroty Kani, najwierniejszej z wiernych, na szefową grupy Polska Press też bywa przedstawiane jako potwierdzenie: to na wybory. Początkowo Obajtek chciał prowadzić swoje nowe media bardziej miękkim kursem.