Po gwałtownych nawałnicach i ulewach wielu grzybiarzy planuje natychmiastowy wypad do lasu w nadziei na obfity zbiór borowików. Jak ostrzega w rozmowie z PAP prof. Marta Wrzosek, mykolożka z Uniwersytetu Warszawskiego, intensywny opad może przynieść płytko położonej grzybni więcej szkody niż pożytku. Żeby cieszyć się owocnymi zbiorami, potrzebny jest zupełnie inny scenariusz pogodowy oraz cierpliwość – na szlachetne okazy trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.
Nawalne deszcze mogą zaszkodzić grzybni, która znajduje się zaledwie kilka, kilkanaście centymetrów pod ściółką – powiedziała PAP prof. Marta Wrzosek, mykolożka z UW. Jej zdaniem na borowiki trzeba jeszcze poczekać; a dla grzybów najlepsze są spokojne opady i rosnąca temperatura.
Dlaczego gwałtowne ulewy zagrażają grzybni?
Po nawalnych deszczach grzybiarze nie powinni jeszcze biec do lasu po borowiki. Gwałtowne opady w lasach bez gęstej warstwy koron drzew mogą wprawdzie dostarczyć grzybom potrzebnej wody, ale mogą też uszkodzić płytko położoną grzybnię i powodować erozję gleby. Na dobry wysyp potrzebne są spokojne opady, a później kilka cieplejszych dni – powiedziała PAP prof. Marta Wrzosek, mykolożka, biolog i wykładowczyni Uniwersytetu Warszawskiego, zajmująca się m.in. biologią i różnorodnością grzybów, zapytana o to, czy słuszne są obawy grzybiarzy, że ulewy „mogą wypłukać grzybnię”.
– Te obawy nie są bezpodstawne. Do rozwoju grzybni potrzebujemy raczej kilku dni spokojnego deszczu, który będzie powoli nasycał ściółkę i glebę. To jest optimum – powiedziała prof. Wrzosek.
Wskazała, że jeżeli po suszy pojawia się bardzo nawalny deszcz, problemem może być erozja gleby, szczególnie gdy opadom towarzyszy grad. Korony drzew częściowo zatrzymują napór wody na ściółkę i zmniejszają jego negatywne skutki, ale grzyby rosnące np. na skłonie łąki mogą bardzo ucierpieć. W gęstym lesie sytuacja jest lepsza.
Uszkodzenie strzępek i odcięcie dopływu tlenu
– Dla grzybów to trudna sytuacja, bo grzybnia jest siecią strzępek i jeżeli tę sieć poprzerywamy, nie możemy szybko oczekiwać dobrych zbiorów owocników – podkreśliła, choć dodała, że czasem czynniki stresowe stymulują późniejsze owocowanie, co możemy obserwować przy buchtowiskach dzików.
Według prof. Wrzosek problem może w przyszłości narastać. Z prognoz klimatycznych wynika, że opadów wcale nie musi być mniej, ale za to może być mniej opadów łagodnych, a więcej nawalnych. To z kolei może zwiększać erozję gleby.
Naukowczyni zauważyła, że większość grzybni znajduje się bardzo płytko, do około 10 cm pod ściółką, i gwałtowne zmiany w tej warstwie przynoszą w krótkiej perspektywie czasu więcej szkody niż pożytku, bo wpływają na warstwę próchniczną gleby.
Jak wyjaśniła, grzyby potrzebują tlenu, dlatego grzybnia nie znajduje się zbyt głęboko, a preferuje napowietrzone warstwy ściółki i gleby. Zalanie terenu wodą czasowo odcina grzybom dostęp do tlenu.
Symbioza z drzewami, czyli niezwykła rola mykoryzy
Ważna jest również obecność mykoryzujących korzeni drzew. Mykoryza to fizyczne połączenie grzybni i korzeni. Ekspertka wyjaśniła, że wiele grzybów, które zbieramy, współżyje z roślinami. Drzewa mają oczywiście korzenie sięgające głębiej, ale tuż pod powierzchnią ziemi budują drobne korzenie, które wchodzą w fizyczny układ z grzybnią.
Borowik szlachetny (Boletus edulis) najchętniej współdziała z sosnami i świerkami. Borowik sosnowy (Boletus pinophilus) preferuje sosnę, a borowik usiatkowany (Boletus reticulatus) - sąsiedztwo dębów.
– Drzewo przekazuje grzybom metabolity, czyli w uproszczeniu cukry, które potem są w grzybni przerabiane na inne związki. Natomiast grzyb daje drzewu dostęp do wody, bo zwiększa powierzchnię korzeni. Daje też witaminy i składniki mineralne, a także chroni korzenie – fizycznie i chemicznie – przed patogenami – wyjaśniła.
Ile czasu potrzebuje borowik, by wyrosnąć?
Czas potrzebny do rozwoju owocnika zależy od gatunku. W przypadku bardzo małych grzybów, o cienkich kapeluszach i rurkowatych trzonach, może to być jeden dzień, natomiast większe gatunki, takie jak borowiki, potrzebują nawet tygodnia.
– Borowik jest przecież gęsty, zwarty, więc w jego przypadku wzrost polega nie tylko na budowaniu swobodnego splotu luźnych strzępek, ale także masy – powiedziała prof. Wrzosek.
Bardzo szybko po deszczu mogą pojawić się natomiast niewielkie grzyby rosnące na ściółce, np. łysostopki szpilkowe (Gymnopus androsaceus) albo różne gatunki grzybówek (Mycena spp.). Ich drobne owocniki wyrastają bezpośrednio z igieł lub innych elementów ściółki i po nasyceniu jej wodą mogą pojawić się w ciągu 24 godzin. Nie są trujące, ale – jak zaznaczyła ekspertka – nie mają wartości odżywczych ani smakowych.
Kiedy ruszyć na grzybobranie i co sprzyja owocowaniu?
– Jeszcze troszeczkę trzeba poczekać, tydzień-dwa tygodnie, gdyż niezbędny jest stabilny wzrost grzybni. Jak już wspomniałam, bardzo ważna jest też temperatura – zaznaczyła.
Przywołała badania prezentowane podczas kongresu mykologów europejskich we Włoszech. Jak zrelacjonowała, naukowiec prowadzący wieloletnie obserwacje wskazywał, że kilka dni rosnącej temperatury po deszczach bardzo sprzyja owocnikowaniu.
Znaczenie ma również rodzaj podłoża. Najlepsze są gleby średnio przepuszczalne. Jeżeli pod suchą ściółką sosnową znajduje się piasek, woda szybko ucieka z warstwy próchnicznej, która jest dla grzybni najważniejsza.
Jeżeli pod ściółką albo warstwą próchniczną znajduje się mniej przepuszczalne podłoże, wilgoć utrzymuje się dłużej, co może sprzyjać dłuższemu lub intensywniejszemu owocnikowaniu.
Znaczenie ma także ukształtowanie terenu. Grzyby saprotroficzne, czyli te, które żyją korzystając z martwych szczątków organicznych, są wrażliwe na kompozycję gleby. Na skłonie pagórka woda szybko spływa, powodując erozję i wypłukiwanie minerałów oraz próchnicy. Korzystniejsza może być niecka, w której woda utrzymuje się dłużej, a gleba jest bogatsza.
Robaczywe grzyby a pogoda i owady
Mykolożka odniosła się także do częstego problemu późnoletnich i wczesnojesiennych grzybów, czyli ich zasiedlania przez owady.
– To bardziej skomplikowana sprawa. Proszę zauważyć, że w tym roku było mało komarów – powiedziała. Jak wyjaśniła, komary mają część larwalną życia w wodzie, natomiast owady rozwijające się w grzybach to najczęściej muchówki, m.in. z rodziny Mycetophilidae. Sama nazwa tej rodziny oznacza „lubiące grzyby”.
– Tutaj potrzebujemy synchronizacji. Dorosłe owady, gotowe do złożenia jaj, muszą pojawić się wtedy, kiedy są grzyby – wskazała.
Jak dodała, sytuacja może być różna w poszczególnych częściach kraju. W jednym miejscu może dojść do synchronizacji pojawienia się owocników i owadów, a w innym nie.
Jak deszcz i słońce mylą grzybiarzy przy identyfikacji?
Wilgoć może również zmieniać wygląd owocników, co ma znaczenie przy rozpoznawaniu gatunków. Niektóre grzyby mają tzw. higrofaniczne kapelusze, które ciemnieją lub jaśnieją w zależności od stopnia nasączenia wodą. Na ich wygląd wpływa także nasłonecznienie.
Prof. Wrzosek podała przykład muchomora czerwonego: okazy rosnące w pełnym słońcu mogą mieć bardzo jasne, mocno odbarwione kapelusze, podczas gdy ciemnoczerwone, krwiste kapelusze będą raczej charakterystyczne dla grzybów rosnących w cieniu.
– Jeżeli więc chcemy rozpoznać jakiegoś grzyba, musimy uwzględnić to, czy rósł na słońcu, czy w cieniu, i wyobrazić sobie, jak może to wpływać na wygląd owocnika – powiedziała.
W przypadku muchomorów deszcze mogą również całkowicie spłukać białe łatki z kapelusza, co dodatkowo utrudnia identyfikację. Dlatego – jak podkreśliła – przy rozpoznawaniu gatunku nie można kierować się wyłącznie kolorem kapelusza, ale trzeba dokładnie ocenić inne cechy - obecność pochwy u nasady trzonu, pierścienia, cechy blaszek, a czasem zmiany barwy miąższu.
Gdzie obecnie rosną grzyby i jak to sprawdzić?
Prof. Wrzosek poradziła, aby przed wyprawą do lasu sprawdzać prognozy pogody, a także informacje na stronie grzyby.pl. Znajduje się tam mapa Polski pokazująca intensywność występowania owocników w poszczególnych regionach.
Jak wyjaśniła, informacje przekazują osoby chodzące na grzybobrania, które informują o swoich zbiorach. Dzięki temu mapa zmienia się co kilka dni i pozwala zorientować się, gdzie sytuacja jest najlepsza.
– Wczoraj spojrzałam na mapę, bo interesowało mnie szczególnie miejsce, w którym teraz jestem, czyli Podkarpacie, i okazało się, że tutaj nie mam po co chodzić na grzyby. Natomiast nad Bałtykiem jest całkiem nieźle. W Białowieży też nie najgorzej. Wschodnia Polska i północ są teraz pod tym względem całkiem dobre, natomiast na południu Polski i w Polsce centralnej nie jest najlepiej – powiedziała.
Sama na południu Polski na razie znalazła dwie pieczarki, choć zwykle o tej porze roku znajdowała znacznie więcej grzybów. – To nie jest jeszcze wysyp, musimy uzbroić się w cierpliwość – podsumowała.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu