Bąk: Tak. Piłem i jeździłem

Łukasz Bąk
Łukasz BąkDGP
8 kwietnia 2016

Nie ma tygodnia, w którym policja nie chwaliłaby się swoimi dokonaniami w łowieniu pijanych kierowców. Sam bywałem wstrząśnięty tymi tysiącami nietrzeźwych złapanymi w ciągu jednego weekendu, a limit ustalony na poziomie 0,2 promila uznawałem za co najmniej racjonalny. Jednak po niedawnej wizycie na Malcie całkowicie zmieniłem zdanie – wydaje mi się, że nasze przepisy są idiotyczne. Ich największą ofiarą są ci, którzy wypili kieliszek czy dwa wina do obiadu i nie stanowią absolutnie żadnego zagrożenia na drodze.

A wiem to, bo na Malcie obowiązuje limit 0,8 promila i mniej więcej tyle miałem, gdy ruszałem samochodem spod plaży, na której przez cały dzień leniwie sączyliśmy ze znajomymi białe gavi, przegryzając je od czasu do czasu specjałami z grilla. I wiecie co? Jedynym odczuwalnym efektem ubocznym tego grillowania była piekąca mnie głowa – ponieważ porasta ją jedynie bardzo rzadki mech, to w kwietniowym śródziemnomorskim słońcu nabrała koloru tyłka pawiana. I to już naprawdę wszystko, co doskwierało mi w drodze powrotnej do naszego mieszkania w Sliemie. Cała reszta mojego organizmu funkcjonowała nawet lepiej niż zwykle – mimo lewostronnego ruchu ani razu nie pojechałem pod prąd na rondzie. W bardzo wąskich uliczkach nie zahaczyłem o ani jedno lusterko czy krawężnik. Hamowałem łagodniej i z większym wyprzedzeniem niż zwykle. Przyspieszałem i zmieniałem bieg bez zbędnej brutalności. Byłem zrelaksowany, ale nie na tyle, by zapomnieć o zapięciu pasów. I ani razu nie przekroczyłem dozwolonej prędkości. Z kolei 66-konna kia picanto z lokalnej wypożyczalni wydała mi się wystarczająco dynamiczna, całkiem dobrze wykonana, a do tego ładna. W żadnym wypadku nie byłem pijany. Tego określenia używa się w stosunku do ludzi, którzy nie potrafią wypowiedzieć słowa „Gibraltar”, a chwilę potem zasypiają z głową w muszli klozetowej. Mnie jedynie dopadło uczucie błogości, które przełożyło się na wyrozumiałość, życzliwość i łagodność.

Z tych powodów uważam, że powinniśmy nieco zliberalizować nasze przepisy. A konkretnie – podnieść limit do 0,8 promila. To paradoksalnie wprowadzi więcej spokoju na nasze drogi, a być może nawet sprawi, że nieco trzeźwiej będziemy oceniali nasze umiejętności. Zwróćcie też uwagę, że we wszelkich medialnych doniesieniach o dramatach, których sprawcą był pijany kierowca, mowa jest o poziomie alkoholu we krwi grubo przekraczającym jeden promil. A najczęściej jest ich kilka. Kiedy ostatnio słyszeliście, aby u gościa, który spowodował poważny wypadek, wykryto tylko 0,5 czy 0,8 promila? No właśnie – nigdy. Oczywiście może się tak zdarzyć, ale są to jednostkowe przypadki. Równie dobrze za wypadek może odpowiadać zbyt duża ilość zjedzonego bigosu, który doprowadził do takiego wzdęcia, że kierowca stracił kontrolę nad pojazdem.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png