"Jestem mu winny konia". Co Kornel Morawiecki sądzi o wejściu syna Mateusza do rządu PiS

"Jestem mu winny konia". Co Kornel Morawiecki sądzi o wejściu syna Mateusza do rządu PiS
Dziennik Gazeta Prawna
23 grudnia 2015

Mam nadzieję na zmiany na lepsze. Skoro Mateusz zdecydował się wejść do rządu, to też ma taką nadzieję - mówi w wywiadzie dla DGP Kornel Morawiecki.

2281086-i02-2015-162-000001100.jpg
Magdalena i Maksymilian Rigamonti.

Pani jest mamą, prawda? No właśnie, więc ojcostwo to podobna rzecz jak macierzyństwo, tyle że może matka jest bardziej związana z dziećmi niż ojciec. Choć ojciec też. Jestem związany z każdym ze swoich dzieci. Najbardziej przeżywałem ojcostwo, kiedy umierała córka. Miała pół roku, to była choroba genetyczna. I było to dla mnie bardzo ciężkie. To był 1967 rok.

Lekarze mówili, żebyśmy nie mieli więcej dzieci, bo jest ryzyko. Gdybyśmy posłuchali, to nie byłoby Mateusza, nie byłoby Marysi. Na szczęście nic się nie stało. Dzieci urodziły się zdrowe. Ojcostwo... To ważne pytanie. Nie wiem, jak pani o tym opowiedzieć, ale z tym ojcostwem jest jak z całym życiem, życie zostaje w tych, co zostają po nas. Ja zostanę w dzieciach, pani zostanie w swoich. Ojcostwo to jest warunek trwania, warunek życia.

Tak się po prostu stało.

Byłem na drugim roku studiów i nie byłem chłopczykiem, tylko dorosłym i odpowiedzialnym mężczyzną. Uważałem, że mogę być mężem i ojcem. Jest takie żydowskie powiedzenie, że jak ktoś do 20 lat nie dorośnie, to nigdy nie dorośnie.

Strajkowałem już wcześniej. Żona była w ciąży. Ja na uniwersytecie, żona pod uniwersytetem. Widziałem ją przez okno. Myślę, że wtedy niczym nie uchybiałem swojemu ojcostwu. Uważam, że zbiorowe wybory są ważniejsze od indywidualnych, warunkują indywidualny los ludzi. Poza tym byłem po dobrej stronie. Żona też.

O to musi pani je spytać.

Z żoną Jadwigą, matką czwórki naszych dzieci, byłem przez 20 lat. Potem byłem z Hanką, z którą niestety nie miałem dzieci, a potem z Anną, z którą mam syna. Nie robiłem z tego żadnej tajemnicy, byłem uczciwy.

Niech się uczą. Byłem i jestem kochającym mężczyzną. Teraz już starym człowiekiem, więc to uczucie jest inne niż kiedyś. Byłem z moimi kobietami długo, byłem z nimi na dobre i złe. I jestem. Niczego się nie wstydzę. Żonę chciałem przekonać, żeby się ze mną zgodziła. Nigdy nie chciałem jej porzucić. Tylko prosiłem o akceptację.

Ciągle ją kocham. Miłość nie przemija. To też jest sposób.

Jak się zbliżasz do kogoś, to zaczynasz być za niego odpowiedzialny. Pamiętam dyskusje z Jadzią, próbowałem jej wytłumaczyć, że kochanie nie przeszkadza kochaniu. Jeśli jest wola kochania, jest wzajemne uczucie, to jest to poważna wartość.

Wola i uczucie miłości są cenne, nigdy nie należy tego odtrącać.

Pani redaktor, mówię o uczuciach. Nigdy nie miałem lekkiego podejścia do kobiet. Któraś gazeta już napisała, że będę na trzech wigiliach, u trzech kobiet. Najpierw pójdę do Hani. Jej córkę Zosię prosiłem, by wcześniej zrobiła wigilię, żebym zdążył być z Jadzią i z dziećmi, a potem będę z Anią, jej rodziną i naszym synem.

Ale nie byliśmy razem. Związaliśmy się na początku lat 90. Wtedy też się syn urodził.

A co to jest teraz ten konserwatyzm? Mój ojciec był tradycyjny, mama taka otwarta, to jest chyba najlepsze słowo. Po wojnie mówiła, że powinna powstać Europa, że narody tak, ale taka jedna wielka całość. Jej pokolenie przeżyło straszne rzeczy, marzyło o zmianie świata. To było pokolenie zagubione, często rozpite. Mieszkaliśmy w Warszawie, w pokoju z kuchnią. Przez dom przewijało się masę ludzi. Mężczyźni grali w karty, palili i pili wódkę. Kobiety się o nich bały. Kiedyś, już po maturze, mówię do stryjka, mojego ojca chrzestnego, żeby też mi nalał. Nalał szklankę. Wypiłem. Proszę, żeby nalał drugą. Ale nie nalał. Czy bał się o moje zdrowie, czy może bardziej o to, że im zabraknie? Mnie wódka nigdy nie smakowała, tylko chciałem, żeby oni pili mniej. Pamiętam jak chodziłem z matką po knajpach i szukaliśmy ojca. Znajdowaliśmy, ojciec dostawał od matki po gębie i szedł potulnie do domu. Taki epizod. Koniec lat 40...

Może mniej. Ojca imieniny. Koledzy w tym naszym pokoju. Ta wódka, te papierosy. Przez to też chyba nigdy nie paliłem. Przyszedł ojca konspiracyjny przełożony Roman Dulęba. Piją, rozmawiają, on mówi, że się ożenił. Pytają, z kim, bo oczywiście żony nie przyprowadził, takie były zwyczaje. Mówi, że z Łotyszką i wymienia nazwisko, które brzmi z niemiecka. Ojciec na to: Romek, przyznaj się, z Niemką się ożeniłeś. On, więzień Oświęcimia, wstaje i wali ojca w twarz, a ojciec podnosi się, pochyla głowę i mówi: Romek, bardzo cię przepraszam za te słowa i piją dalej. To mnie też kształtowało.

Kiedy w latach 80. przez sześć lat się ukrywałem, to bały się o mnie, że wpadnę, że krzywda mi się stanie. Z Mateuszem widziałem się chyba wtedy tylko raz. Z żoną kilka razy. Ze starszą córką też. Oni byli śledzeni, nachodzeni przez esbecję. Rewizje, wszystkie zdjęcia nam poginęły.

Wątpię. Niektórzy szukali, nic nie znaleźli.

Im nie trzeba było tłumaczyć, dużo rozumiały. Od lat 70. mieliśmy letni domek pod Wrocławiem, tam były ogniska, spotkania, dyskusje.

Sam z siebie zrobił. Dziecko naśladuje rodziców, nasiąka rozmowami.

Może wcześniej.

Jak mógł nie drukować, kiedy to właśnie było ważne. Ale nasze dzieci miały też zwykłe szczęśliwe dzieciństwo. Jechaliśmy nad morze rowerami. Mateusz na siodełku przede mną, a jego siostra na siodełku na ramie. Teraz pewnie za to dostałbym mandat. Uczyliśmy dzieci pływać, jeździliśmy na wycieczki, hartowaliśmy ich charaktery. Mateusz, nasz pierwszy chłopak, był bardzo rogaty.

Nie był łatwym dzieckiem. Żona chciała z niego zrobić pianistę, on wyraźnie tego nie chciał. I przez swój upór na szczęście nie został pianistą.

Kiedy miał cztery lata, to wraz z przyjaciółmi zbudowaliśmy ten domek pod Wrocławiem.

Tam rodziły się przyjaźnie, działa się polityka. Dzieci były wśród nas. Jak wybuchł stan wojenny, to nasza najstarsza, dorosła córka Anka ukryła się na pół roku. Brała udział w wydawaniu gazety związkowej „Z dnia na dzień”.

Proszę obserwować, bo matki mają tendencje do zmuszania dzieci do swoich wyobrażeń. Mój ojciec tłumaczył mi, co jest istotne w życiu, mówił: nieważne, jakie szkoły skończysz, kim tam będziesz, bylebyś był porządnym człowiekiem. I chyba podobne ideały przekazywaliśmy naszym dzieciom.

Wywieźli go i zostawili samego w lesie, a miał kilkanaście lat. Koledzy mi o tym nie chcieli powiedzieć. Ukrywałem się wtedy, byłem w podziemiu. Mieliśmy dojście do szefa SB płk. Błażejewskiego.

Tylko altankę na działkach. Ale ktoś się pomylił i spaliła się altanka sąsiada. Napisałem list do Błażejewskiego, żeby esbecy nie przesadzali. Na szczęście rzadko dochodziło do rozwiązań skrajnych.

Ale jak się porówna nasz konspiratorów los do pokolenia, które przeżyło II wojnę, to my naprawdę byliśmy dziećmi szczęścia. W Powstaniu Warszawskim jednego dnia na Woli Niemcy zamordowali 40 tys. ludzi.

Mojemu pokoleniu udała się Solidarność, pokonaliśmy komunizm, ale nie wzięliśmy się z powietrza, wychowywały nas książki i przykłady prawdziwego bohaterstwa.

Herosem nie jestem. Zresztą teraz żyję już tylko dzięki cywilizacji. Kolega poseł, do niedawna minister zdrowia, prof. Zembala przyjął mnie do kliniki. Dzięki temu żyję. Widziałem, jak profesor prowadzi szpital, jaki tam jest porządek, jaki reżim. Wielkie uznanie.

Za bardzo uporządkowany nie jestem.

To trzeba najpierw porządek wokół siebie zrobić? Polityka mnie zagarnęła.

Być mądrym, wolnym, rozumieć ten świat. Nie podobało mi się kłamstwo.

O komunizmie. Na pierwszą wizytę papieża pojechaliśmy z przyjaciółmi z biało-czerwonym transparentem „Wiara i Niepodległość”. Nie chodziło nam o politykę.

O wiarę i niepodległość.

Jest głęboka.

Na pewno trochę inna. Uważam, że potrzebna jest nowa odsłona cywilizacyjna, że musimy Boga znaleźć na nowo. Tracimy go, bo wiara nie może być poniżej wiedzy. To, co wiesz, to wiesz, ale w sens powinieneś wierzyć.

Tu wiedza już wykroczyła ponad wiarę. Jest to problem dla pokolenia moich dzieci i wnuków. Od kilkudziesięciu lat gwiżdżą nam te galaktyki, te miliardy lat... Wiara, szukanie Boga, uchwycenie go ponad istnieniem i nieistnieniem jest ważniejsze od Polski, to jest sprawa szerokiego układu, który nas niesie.

Czy więc jestem politykiem? Adam Asnyk pisał, że te ołtarze, na których ciągle święty ogień się żarzy, trzeba czcić, ale trzeba też zapalać nowe pochodnie.

Polski kozak.

Ja też bardzo szanuję biskupów i księży, ale w głębszej warstwie trochę się z nimi nie zgadzam, spieram się z nimi, ze sobą się spieram, z rodziną.

Z synem mniej. Syn mnie chyba rozumie, ale mówi: ojciec, to jeszcze nie ten czas.

Tak, tak mówi.

Jest kimś z zewnątrz.

Pamiętam, jak to było. Mateusz mówi: ojciec, premier mnie prosi do swej rady. Ja na to: syneczku, dlaczego ty masz nie doradzać premierowi Polski? Po kilku tygodniach oznajmia mi, że prezydent Lech Kaczyński też go prosi do swej rady, to ja na to, żeby też się zgodził. Potem wyszło, że prezydent go nie wziął, bo już był u premiera. Kiedy jednak uznał, że nie może być jednocześnie prezesem wielkiego banku i dbać o jego interes, i o interes Polski, to się z premierowskiej rady wypisał. Myślę, że kilka dobrych propozycji dla Polski podpowiedział premierowi Donaldowi Tuskowi. Gadaliśmy o tym.

No przecież. On więcej wie, jest zdolniejszy ode mnie, ma lepszą pamięć, wykształcenie, obycie światowe. Zawsze dużo czytał. Pamiętam, jak skończył trzecie swoje studia w Bazylei. Śmiałem się, że jest magistrem Europa. Był pierwszy z ekonomii, a z prawa europejskiego trzeci, ale i tak to jego niemiecki prof. Emke wybrał na współautora książki o prawie europejskim. A przecież Mateusz niemieckiego nie wyniósł z domu...

Rób, ojciec, co uważasz. Porażkę poniosłem. Potem poproszony pytałem retorycznie kibiców Śląska Wrocław, co to znaczy wygrać. I odpowiadałem im: być w grze. Przegrywałem, ale ciągle byłem i jestem w grze. Wiem, że ten świat wymaga zmiany. Myślę o tym konserwatyzmie, o który mnie pani pytała. I mogę powiedzieć, że wybór chrześcijański monogamicznego małżeństwa jest dobry dla mężczyzn. W populacji jest mniej więcej tyle samo kobiet, co mężczyzn. Model muzułmański jest niesamowicie konkurencyjny, zabójczy dla tych młodych mężczyzn. W tamtym modelu kobiety nic nie tracą. Mężczyźni za to tak, bo skoro jeden mężczyzna ma cztery żony, to trzech mężczyzn nie ma żadnej.

Model płciowości się zmienia i on się musi zmienić, zwłaszcza po upowszechnieniu antykoncepcji. Kiedyś każdy stosunek był prokreacyjny, teraz niekoniecznie. To inny świat. Europejska tradycja wyrosła z chrześcijańskiej miłości. My pozwalamy innym robić to, co oni uważają. Myśleć tak, jak uważają.

Mam nadzieję na zmiany na lepsze. Skoro Mateusz zdecydował się wejść do tego rządu, to też ma taką nadzieję, a nawet pewność. Niektórzy mówią, że dużo stracił, że 300 tys. zł miesięcznie, a przecież takie pieniądze to głupstwa. Był prezesem wielkiego banku o kapitale międzynarodowym, a jego właściciele wspomagali polską kulturę i edukację.

Wierzę, że sytuacja się uspokoi.

A nie jest? Powiedziałem, że dobro narodu, a nie wola, bo wola może być zła i zbrodnicza, a dobro – nie. Proszę tego nie łączyć z tym, co mówili faszyści i komuniści. Choć przecież do końca nie wiemy, co to jest dobro. Tak jak wciąż poszukujemy prawdy. Jesteśmy pierwszą cywilizacją, która zastane wzorce przekracza.

Uważam, że wartością jest mówienie tego, co się myśli. Myślę, że tak samo uważa mój syn.

Pamiętam, jak uczyłem go grać w szachy. Miał może z 7 lat. Był coraz lepszy, ale przegrywał i się denerwował. Mówię, synku, w szkole średniej byłem mistrzem w szachach, co się złościsz. Jak wygrasz ze mną za pół roku, to ci konia kupię. Zawziął się, książek napożyczał. I wygrał.

Jestem mu winny konia.

Znowu pani przesadza.

Jako marszałkowi seniorowi los pozwolił mi trafić do ludzi z głębszym przesłaniem, powiedzieć to, co bardzo ważne.

To był gest raczej rozpaczliwy. Rozumiałem, że nie przebiję się z tym, co mówię, ale gest zostanie zapamiętany. Nikt mnie wtedy nie słuchał. Teraz zostałem wysłuchany, ale czy jeszcze coś równie cennego będę mógł powiedzieć?

Guziczki naciskać.

Sprzeciwiam się zrównaniu związków hetero- i homoseksualnych, one nie są równe. Te pierwsze mogą owocować dziećmi, te drugie nie mogą. Jestem za in vitro. Jestem też za obecnym aborcyjnym kompromisem. Zawsze będę głosował tak, jak myślę.

W ogóle jestem dumny ze swoich dzieci. Tych rodzonych i wszystkich tych, którym swym życiem mogłem przekazać te dobre cząstki siebie, które odziedziczyłem po ojcach. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.