Niedziński: Hillary Clinton dobra, ale nie idealna

Bartłomiej Niedziński
Bartłomiej NiedzińskiDGP / Bartłomiej Molga
14 kwietnia 2015

Hillary Rodham Clinton zadeklarowała w niedzielę – bez wielkich fanfar – że wystartuje w wyścigu do Białego Domu. 

Zaskoczenie żadne, bo od początku pytanie brzmiało raczej, kiedy to ogłosi niż czy w ogóle. Zaskoczenia nie będzie również w prezydenckich prawyborach Partii Demokratycznej, bo już teraz jest niemal pewne, że wygra je w cuglach, a zakłady można przyjmować co najwyżej w kwestii tego, po głosowaniach w ilu stanach jej potencjalni rywale rzucą ręcznik. Co oznacza, że z miejsca staje się ona bardzo poważną kandydatką do urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych, bo z większością republikańskich pretendentów na razie wygrywa – jedynie Jeb Bush ma podobne szanse – a z kolei pozostali demokraci przegrywają nie tylko z nim, lecz także z innymi republikanami.

Deklaracja Hillary Clinton zwiększa szanse na to, że przyszłoroczne wybory przejdą do historii. Nie dość, że będzie ona pierwszą kobietą, która ma realne szanse na prezydenturę, to jeszcze mogą być one starciem przedstawicieli dwóch najbardziej wpływowych obecnie politycznych klanów w Ameryce, czyli żony byłego prezydenta z synem i bratem dwóch innych, a nie można też wykluczyć, że w decydującej rozgrywce o Biały Dom zmierzą się dwie kobiety, bo wśród chętnych na nominację republikanów jest m.in. była prezes AT&T oraz Hewlett-Packard Carly Fiorina. Zostawiając jednak na boku wszystkie te historyczno-medialne smaczki, ważniejsze jest to, co prezydentura pani Clinton oznaczałaby dla Ameryki – oraz dla nas?

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png