Przed sądem w Oslo rozpoczął się w piątek ostatni dzień procesu norweskiego ekstremisty Andersa Behringa Breivika, który 22 lipca ubiegłego roku w dwóch zamachach terrorystycznych zabił 77 osób. Trwa mowa końcowa obrony.

Obrońca Breivika Geir Lippestad rozpoczął wystąpienie kilka minut po godzinie 9. Powinno ono trwać około trzech godzin - pisze agencja AFP.

W słowie końcowym 33-letni Breivik ma ustosunkować się do oskarżenia; ma na to godzinę.

Prokuratora wniosła w czwartek o uznanie oskarżonego za osobę niepoczytalną i przymusowe skierowanie na leczenie psychiatryczne w zamkniętym ośrodku.

W przypadku uznania poczytalności oskarżonego grozi mu kara maksymalnie do 21 lat więzienia, w razie stwierdzenia niepoczytalności - pobyt w zakładzie psychiatrycznym.

Podczas 10-tygodniowego procesu zamachowiec mówił, iż uznanie go za niepoczytalnego byłoby "gorsze od śmierci". Zapowiedział w takim przypadku apelację.

Wyrok oczekiwany jest w lipcu lub sierpniu.

22 lipca 2011 roku Breivik dokonał zamachu bombowego w dzielnicy rządowej Oslo, w którym zginęło osiem osób, oraz masakry na wyspie Utoya, gdzie śmierć poniosło 69 ludzi, w większości młodych. Breivik tłumaczył po aresztowaniu, że chciał zapobiec wielokulturowości i "muzułmańskiej inwazji" w Europie.

"Sueddeutsche Zeitung" o Breiviku: wyjątkowe zbrodnie nie wymagają wyjątkowych praw

Norwegowie udowodnili, że nawet w obliczu wyjątkowej zbrodni można uniknąć histerii i sięgania po wyjątkowe prawa - napisał w piątek dziennik "Sueddeutsche Zeitung" w ostatnim dniu procesu prawicowego ekstremisty Andersa Behringa Breivika.

"SZ" ocenia bardzo pozytywnie przebieg procesu, podkreślając, że norweskim sędziom udało się zbadać wszystkie aspekty kwestii, czy oskarżony jest psychicznie chory czy poczytalny. Zajęli się też skrajnie prawicowym środowiskiem w Szwecji, które zainspirowało Breivika.

Ci, którzy przeżyli, nie musieli ograniczyć się do roli świadków, opowiadających rzeczowo o każdym szczególe zbrodni, lecz mogli też opowiedzieć o tym, jak przeżyli zamach. Sądowi udało się połączyć "szacunek dla ofiar ze starannym zbadaniem prawdy" - ocenia komentator.

Jak podkreśla "SZ", Norwegowie udowodnili, że ofiary nie muszą być przed sądem po raz drugi narażane na traumatyczne przeżycia. Można traktować je z szacunkiem, bez zaniedbywania dochodzenia do prawdy. "Kraj nie musi popadać w histerię, nawet wtedy, gdy skonfrontowany jest ze zbrodnią o niewyobrażalnych rozmiarach" - zauważa "SZ" i stwierdza: "Wyjątkowe zbrodnie nie wymagają wyjątkowych praw".

Breivik był zawiedziony, że specjalnie dla niego nie wprowadzono kary śmierci, a także dlatego, że nie mógł wykorzystać procesu dla propagowania swoich idei - przypomina komentator. "Uniemożliwiły mu to mądre pytania prokuratorów, którzy sprowadzili samozwańczego zbawcę Europy do właściwych wymiarów człowieka chorego na manię wielkości" - czytamy w komentarzu.

Według "SZ" jedną z przyczyn "odczarowania" Breivika była "zdumiewająca otwartość" demonstrowana przez norweski wymiar sprawiedliwości. Nie chodzi o telewizyjne transmisje, bo akurat to nie jest godne naśladowania - zastrzega "SZ".

Norwegowie odebrali procesowi "nimb tajemniczości" - wyjaśnia komentator, ubolewając, że tajemniczość praktykowana jest nadal w niemieckich salach rozpraw.

Norwescy prokuratorzy i obrońcy wyjaśniali po każdym dniu procesu "o co chodzi", tłumacząc skomplikowane pojęcia prawnicze na język zrozumiały dla obywateli. "Sąd zabrał obywateli w drogę prowadzącą do prawdy" - czytamy w konkluzji komentarza w "Sueddeutsche Zeitung".