W trwającej dyskusji o zarządzaniu gospodarczym w strefie euro i przyszłości UE Niemcy i Francja bardzo potrzebują Polski - uważa dyrektor wykonawczy Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (IFRI) Dominique David.

"Francja i Niemcy nie narzucą wszystkim krajom UE swoich rozwiązań. Cynicznie mogę powiedzieć, że choćby ze względów strategicznych potrzebujemy Polski. Potrzebujemy oczywiście wszystkich, ale Polski zwłaszcza - bo jest dużym krajem, bliskim geopolitycznie Francji i Niemcom, jest przyjacielem obu tych krajów. A także dlatego, że aspiruje do euro, więc trzeba, by trzymała rękę na pulsie zarządzania gospodarczego" - powiedział w poniedziałek PAP David, który wziął udział w seminarium "Polska prezydencja w Radzie UE - wyzwania i szanse".

Podkreślając, że decyzje o zmianach traktatowych będą podejmowane w gronie wszystkich 27 krajów UE, David bronił roli francusko-niemieckiego motoru tradycyjnie napędzającego europejską integrację. W poniedziałek wieczorem w Paryżu spotka się kanclerz Niemiec Angela Merkel z francuskim prezydentem Nicolasem Sarkozym, by przygotować wspólne stanowisko na czwartkowo-piątkowy szczyt UE w Brukseli.

Jednocześnie stanowczo opowiedział się za tym, by decyzje w ramach zarządzania gospodarczego w strefie euro były podejmowane tylko w gronie jej 17 członków, podczas gdy Polska protestuje przeciwko pogłębieniu podziałów w UE i chce, by kraje spoza euro, które nie wezmą udziału we wzmocnionym zarządzaniu gospodarczym, miały dostęp do informacji i brały udział w dyskusjach.

Reklama

"W gronie 27 państw byłoby niezmiernie trudne zarządzanie walutą, którą posiada 17 krajów"

"W gronie 27 państw byłoby niezmiernie trudne zarządzanie walutą, którą posiada 17 krajów. Nie z powodu Polaków, ale oczywiście Brytyjczyków. Już w gronie 17 trudno jest decydować. Będziemy próbować utrzymać strefę euro, przekształcając ją w strefę zarządzenia gospodarczego (...) ale teraz - w ramach ogólnej dyskusji instytucjonalnej w Europie Francja i Niemcy nie zadecydują same" - powiedział.

Zdaniem Davida głos Polski na forum UE jest tym bardziej cenny i słyszalny, że Polacy należą do największych euroentuzjastów w UE, polska gospodarka wypada lepiej niż gospodarki krajów strefy euro, a z Polski, jako względnie nowego kraju UE, "tchnie optymizmem".

"Przy okazji kryzysu mogliśmy dostrzec, że mamy zupełnie różny sposób postrzegania. Na Zachodzie na przeżywane trudności i przyszłość Europy patrzymy w sposób apokaliptyczny. Tutaj jest inaczej (...). Podczas polskiej prezydencji Polacy na szczęście byli z nami, by nam przypomnieć, że Unia wcale nie jest taka zła" - podsumował David.