Wyniki wyborów parlamentarnych świadczą, że Polsce jest krajem stabilnym i stała się wyraźnie widoczna w UE; teraz zapewne będzie liderem w polityce wschodniej Unii - powiedział PAP Raman Jakauleuski, niezależny białoruski komentator zbliżony do opozycji.

"Po raz pierwszy we współczesnej Polsce rząd otrzymał mandat na drugą kadencję z rzędu. Można to uznać za sukces. Polacy są zadowoleni z tego, że w kraju jest spokojnie, a poziom gospodarczy Polski jest niezły. Można pogratulować Polsce - rezultaty wskazują, że sytuacja polityczna i gospodarcza kraju jest stabilna" - uważa Jakauleuski.

Jego zdaniem, Polska stała się krajem "wyraźnie widocznym w UE". Politolog przewiduje, że "w Brukseli zgodzą się oddać Polsce klucze do polityki wschodniej UE, szczególnie wobec Białorusi i w niemałym stopniu - Ukrainy. Polska najprawdopodobniej będzie liderem polityki UE na Wschodzie" - prognozuje ekspert.

Jednocześnie, jego zdaniem, nie należy spodziewać się "cywilizowanego dialogu" w najbliższym czasie między władzami Białorusi a Warszawą. Jakauleuski wskazuje, że temat Polski zajął niemało miejsca podczas niedawnej konferencji prezydenta Alaksandra Łukaszenki dla mediów rosyjskich, ale jego zdaniem, władze Białorusi "nie rozumieją realnej polityki Polski".

Reklama

"To, co mówił Łukaszenka, że (szef MSZ Polski Radosław) Sikorski marzy o Kresach Wschodnich - to nie jest bynajmniej oficjalna polityka Polski" - wskazuje politolog. Jego zdaniem, podnoszenie takich "uśpionych argumentów" nie daje nadziei "na cywilizowany dialog". Jednocześnie, taka reakcja na stanowisko Warszawy, która okazuje wsparcie siłom demokratycznym na Białorusi, świadczy o tym, że Łukaszenka "rozumie siłę polskiej Solidarności" - uważa politolog.

Jakauleuski zauważył, że rezultat wyborów w Polsce był oczekiwany, a wyniki świadczą, że dwie główne polskie partie mają raczej stabilny elektorat. Jako niespodziankę ocenił wysoki wynik Ruchu Palikota i nieoczekiwanie niskie poparcie dla SLD.

"Wybory same w sobie potwierdziły realność demokracji w Polsce i to, że każdy głos Polaka ma znaczenie" - uważa politolog. Jego zdaniem frekwencja nie odbiegała od poziomu w krajach europejskich i świadczyła o tym, że Polacy nie obawiali się nieprzewidywalności na wyborach.