Prezydent Bronisław Komorowski nadał Ton Van Anh polskie obywatelstwo po otrzymaniu podpisanej przez kilkadziesiąt osób ze świata kultury i polityki petycji. Pod listem podpisali się m.in.: Władysław Bartoszewski, Adam Michnik, Jerzy Hausner i Andrzej Seweryn. Naturalizacja mieszkającej w Polsce od 18 lat wietnamskiej opozycjonistki uchroniła ją przed deportacją do Wietnamu.

Jak sama przyznała, deportacja oznaczałaby oddanie jej w ręce komunistycznego reżimu - po powrocie do kraju pochodzenia Van Anh mogłaby trafić do obozu koncentracyjnego lub więzienia za prowadzoną działalność opozycyjną.

Do Polski Ton Van Anh przyjechała w 1992 roku jako dwunastoletnia dziewczynka. O przeniesieniu się z Wietnamu z całą rodziną zadecydował ojciec Van Anh podczas zaledwie tygodniowego pobytu w Polsce. "Gdy nasz kuzyn studiujący w Polsce zaprosił go w odwiedziny, tato był na Węgrzech. Nie myślał wtedy opuszczać Wietnamu na zawsze, obawiał się tak dużej zmiany" - wspominała.

Do przyjazdu do Polski Van Anh przekonała polska życzliwość oraz potwierdzenie tego, co mówiono w Wietnamie na temat polskiej wolności. "Ta wolność była tu, w Polsce, nigdzie indziej" - podkreśla, dodając że w jej kraju żywa jest legenda polskiego przywiązania do wolności i heroicznych czynów podejmowanych przez Polaków w walce o nią.

"Jako małe dziecko, które nie może jeszcze o sobie decydować, zarówno z obawą, jak i dużym zaciekawieniem obserwowałam to, co się dzieje - wspomina Van Anh. - Dziecko, słuchając dorosłych, nie rozumie uwarunkowań politycznych, ale odczytuje emocje. Gdy padało słowo +Ba Lan+ - czyli Polska - dorośli mieli w oczach promyk nadziei. Rozmawiali wtedy o +Solidarności+ i polskim papieżu".

Rodzina Van Anh podróż do Polski odbyła legalnie. "Choć legenda o wolnej Polsce trwa do dnia dzisiejszego, to Wietnamczycy nie mają już możliwości legalnego przyjazdu do Polski" - ubolewa wietnamska opozycjonistka. Przypomina, że jedynie za czasów rządu Jana Olszewskiego Wietnamczycy mogli dostać wizy. Wietnamczycy, którzy decydują się na przyjazd do Polski, zazwyczaj przybywają tu bezprawnie, ponieważ spełnienie warunków, które gwarantują otrzymanie wizy, jest dla nich praktycznie niemożliwe.

Ton Van Anh zaznaczyła, że każdy nielegalny emigrant może zostać deportowany do kraju pochodzenia, jeśli upomni się o niego przedstawicielstwo kraju pochodzenia. "W przypadku Wietnamczyków jest to po prostu oddanie losu człowieka w ręce komunistycznego reżimu" - powiedziała. Według niej, "Polska ma pełne prawo, aby decydować, kto przebywa na jej terenie". Jednak zgoda na decydowanie o tym władzom kraju totalitarnego, gdzie sposobem na opozycję są masowe aresztowania i gdzie człowiek trafia na lata do więzienia za umieszczenie w słowniku słowa "demokracja" jest - zdaniem Van Anh - skandalem.

Innym problemem jest fakt, że państwo polskie nie zwraca uwagi na to, że Wietnamczycy są inwigilowani przez wietnamską ambasadę. "Mamy dowody na to, że szpieguje ona Wietnamczyków" - powiedziała Van Anh.

Van Anh przytoczyła przykład uznanej za ofiarę handlu ludźmi Wietnamkę, która miała wystąpić przed sądem jako świadek. "Obawiając się jej rozmów z wymiarem sprawiedliwości, ambasada wietnamska bardzo szybko się do niej przyznała i dziewczyna została natychmiast deportowana do Wietnamu" - mówiła.

Według Van Anh, polskie społeczeństwo ma inny niż państwo stosunek do wietnamskich uchodźców. "Polacy są bardzo wrażliwi na kwestię wolności. Powiedzenie, że Wietnam jest komunistyczny, jest bardzo czytelne dla Polaków, ponieważ dobrze pamiętają oni swoją historię" - uznała Wietnamka.

"Nie ma problemu z relacjami pomiędzy Wietnamczykami i Polakami - zaznaczyła. - Wietnamczycy są dobrze przyjmowani przez polskich sąsiadów, zapraszają ich do siebie, dzieci polskie i wietnamskie chodzą do tych samych szkół". "Polacy są bardzo ciekawi wietnamskiej kultury i chcą nas poznać" - dodała.

Jeżeli Wietnamczycy są postrzegani w Polsce jako społeczność zamknięta, powodem tego nie jest ani ich własna postawa ani postawa Polaków, lecz opór ze strony polskiego państwa. "Uważam, że społeczność wietnamską zamyka się od zewnątrz, bo nie jest do końca zaakceptowana i przez to nie może czuć się bezpiecznie" - powiedziała, dodając, że "gdy człowiek przychodzi do domu, nie może czuć się swobodnie, jeżeli nie jest tam w pełni zaakceptowany". Wystarczyłoby przybysza przywitać w sposób godny - zaznaczyła Ton Van Anh.

Szacuje się, że w Polsce mieszka 39 tys. Wietnamczyków. Jednak - w opinii Ton Van Anh - nasz kraj "nie zdaje sobie sprawy, jak młoda, zdrowa i energiczna emigracja wietnamska mogłaby przyczynić się do rozwoju Polski. Przecież potrzebne są tutaj ręce do pracy".

"Jestem bardzo wdzięczna za poparcie mnie przez ludzi, którzy są dla mnie bohaterami zmian w całej Europie - mówiła Van Anh w nawiązaniu do petycji ws. nadania jej obywatelstwa. - Dzięki nim mogę już teraz funkcjonować zupełnie jak człowiek wolny i korzystać z demokracji, o którą walczyli. Tutaj mogę być pomostem pomiędzy Polską a Wietnamem".

Z Polską łączy Van Anh związek z Robertem Krzysztoniem oraz możliwości pomagania wietnamskim rodakom, jakie daje mieszkanie w wolnym kraju. Podkreśliła, że nie wyobraża sobie życia w kraju, gdzie nie wolno jej mówić o swoich poglądach. "Polska mi to wszystko daje" - zaznaczyła.

"Dzięki temu, że stałam się Polką, będę mogła być bardziej skuteczna w tym, co robiłam do tej pory" - powiedziała Ton Van Anh.

Wietnamska opozycjonistka współpracuje obecnie ze Stowarzyszeniem Wolnego Słowa i Fundacją Przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu "La Strada". Jest korespondentką waszyngtońskiej rozgłośni Radia Wolna Azja na Europę Środkową.

Ton Van Anh w latach 1996-1999 publikowała w pierwszej niezależnej wietnamskiej gazecie w Polsce "Phuong Dong". W roku 2000 rozpoczęła studia na wydziale socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 2003-2004 była redaktorem naczelną "Cau Vong", pierwszej bezpłatnej gazety dla Wietnamczyków.

Obywatelką Polski Ton Van Ahn stała się w ostatnim dniu wietnamskiego roku tygrysa. Nowy rok - rok kota - rozpoczęła jako pełnoprawna polska obywatelka.