Centrum partyjno-rządowe – tak według premiera powinien wyglądać nowy zarząd Platformy Obywatelskiej.
Podczas zeszłotygodniowego spotkania z baronami PO premier nie zostawił cienia wątpliwości, że stanowczo sobie życzy, aby prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz i minister zdrowia Ewa Kopacz nie tylko weszły do zarządu, ale objęły – obok Grzegorza Schetyny – funkcje wiceprzewodniczących partii.
Do tego wymienił listę nazwisk osób, które jego zdaniem są godne, by we władzach partii zasiadać. A to cała czołówka polityków PO pełniących ważne funkcje państwowe. Po pierwsze Radosław Sikorski – szef MSZ już jest w zarządzie partii, a do tego miał dobry wynik w prawyborach prezydenckich w PO. Kolejną wskazaną osobą jest Jacek Rostowski – minister finansów, świeżo upieczony członek Platformy. Premier wymienił też ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka – jego resort odpowiada za kluczowe inwestycje dotyczące przygotowania do Euro. Wśród osób spoza rządu premier wymienił szefa Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka i Jacka Saryusza Wolskiego, szefa polskiej frakcji w Europejskiej Partii Ludowej. Wspomniał też marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, jednak żeby mógł wejść do zarządu, najpierw powinien się zapisać do PO. Padły też nazwiska Jarosława Gowina i Waldy Dzikowskiego.
Politolodzy interpretują te zmiany jako dalszy ciąg wewnętrznej walki o wpływy między Schetyną a Tuskiem
Mało jednak realne, by wszystkie te osoby znalazły się w nowym zarządzie. Według wstępnej propozycji w nowym zarządzie powinno się znaleźć 25 osób. Będą to sam szef partii, 16 szefów regionalnych struktur partii, a wśród nich Grzegorz Schetyna, który ma zostać pierwszym zastępcą Tuska.
Politolodzy interpretują te zmiany jako dalszy ciąg wewnętrznej walki o wpływy między Schetyną a Tuskiem. – Tak liczny zarząd to nie grono decyzyjne, a towarzysko-dyskusyjne, bo im więcej członków, tym silniejsza pozycja lidera i tym trudniej zbudować alternatywę dla jego zdania – mówi politolog prof. Krzysztof Kik.
Ale wewnątrz partii interpretacje nie są tak jednoznaczne. PO szykuje się do wyborów samorządowych i ma rok do parlamentarnych. Przebudowa zarządu w stronę proponowaną przez Tuska może posłużyć do lepszej komunikacji między partią a rządem i zapobiec ewentualnym rozdźwiękom, jakie na tej linii mogą się zdarzać. A takie zjawisko było jedną z przyczyn kryzysu SLD w kadencji 2001 – 2005. – Platforma jest dużą strukturą, która realizuje jednocześnie zadania w Brukseli, na Wiejskiej i w Alejach Ujazdowskich, a to muszą być działanie spójne – mówi szef regionu kujawsko-pomorskiego poseł Tomasz Lenz. Konwencja w najbliższą sobotę ma wybrać radę krajową partii, a ta dokona potem wyboru zarządu.