Akcja polskich żołnierzy w rejonie wioski Nangar Khel w Afganistanie, gdzie zginęła ludność cywilna, to wypadek - uważa dowódca wojsk lądowych gen. Waldemar Skrzypczak.
W poniedziałek przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie, gdzie toczy się proces siedmiu żołnierzy oskarżonych w tej sprawie gen. Skrzypczak powiedział, że jego ocena wynika z posiadanego doświadczenia szkoleniowego oraz tego wyniesionego z misji w Iraku.
Podkreślił, że wszyscy wyjeżdżający w rejon operacji są wszechstronnie szkoleni. Jak wskazał, niezależnie od określenia charakteru misji żołnierze przygotowywani są do prowadzenia działań zbrojnych. Ćwiczona jest taktyka - stosownie do zadań, omawiane prawo humanitarne i prawo konfliktów zbrojnych. Żołnierze zapoznawani są z zasadami użycia broni formułowanymi na każdą misję. "Każdy żołnierz wie, że nie otwiera się ognia do nierozpoznanych obiektów, tym bardziej cywilnych" - zaznaczył generał.
Wskutek ostrzału wioski przez polskich żołnierzy 16 sierpnia 2007 r. na miejscu zginęło sześć osób - dwie kobiety i mężczyzna (pan młody przygotowujący się do uroczystości weselnej) oraz troje dzieci (w tym dwoje w wieku od trzech do pięciu lat). Trzy osoby, w tym kobieta w zaawansowanej ciąży, zostały ciężko ranne. Prokuratura oskarżyła siedmiu żołnierzy - sześciu o zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara dożywotniego więzienia; siódmego o ostrzelanie niebronionego obiektu, za co grozi kara od 5 do 15 lat pozbawienia wolności i - w wyjątkowych przypadkach - kara 25 lat więzienia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu