W środę zmarła trzecia ofiara powyborczych protestów. 44-latek z Brześcia został postrzelony w głowę.
Po tygodniu przerwy na ulicach białoruskiej stolicy znów pojawiły się specjalne oddziały milicji do rozpędzania protestów. Na razie działały nieśmiało i bez charakterystycznej dla nich brutalności, jednak w połączeniu ze słowami Alaksandra Łukaszenki ich pojawienie się może świadczyć o przegrupowaniu struktur siłowych. Władze znów mogą spróbować wariantu siłowego.
We wtorek Białorusini skrzykiwali się za pomocą komunikatorów internetowych, by stawić się o 6.30 pod bramą fabryki traktorów MTZ w Mińsku i wesprzeć swoją obecnością tę część załogi, która opowiada się za strajkiem zakładu. Gdy ludzie zaczęli się zbierać, oddziały AMAP (znane też pod rosyjskim skrótem OMON) wyparły ich w stronę wejścia do metra. „Milicjanci odepchnęli tłum i zatrzymali dwóch najbardziej aktywnych uczestników zgromadzenia”, bo „uczestnicy przeszkadzali robotnikom w dojściu do pracy” – podało MSW. Gdy protestujący ponownie podeszli pod bramy, omonowcy znów ich odepchnęli, tym razem na drugą stronę ulicy.