Wydatki na obronność i agresywna Rosja – to główne zagadnienia, o których rozmawiać będą ministrowie spraw zagranicznych państw Sojuszu.
Reklama
Dziś i jutro w stolicy USA spotykają się przedstawiciele 29 krajów należących do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Będą celebrować 70. urodziny organizacji. Wieczorem politycy gościli będą w Audytorium Mellona – tym samym, w którym 4 kwietnia 1949 r. 12 reprezentantów państw założycieli podpisało traktat północnoatlantycki.
Spotkanie zaplanowano na szczeblu ministrów spraw zagranicznych, a nie przywódców państw. Być może dlatego, że mający miejsce co dwa lata szczyt liderów NATO odbędzie się już w grudniu w Londynie (miejsce wybrano symbolicznie – choć Wielka Brytania wychodzi albo nie z Unii, to w Sojuszu na pewno zostaje). Niewykluczone jednak, że stało się tak z obawy przed kolejnym kontrowersyjnym przemówieniem bądź tweetem prezydenta Donalda Trumpa, który swego czasu mówił m.in. o tym, że NATO jest przestarzałe. I mocno krytykował kraje członkowskie, szczególnie Niemcy, za zbyt małe wydatki na obronność. ‒ Ta sprawa jest dziwna – tłumaczył Thomas Wright z ośrodka analitycznego Broo kings Institution na łamach „Financial Times”. – Nie włączają w obchody prezydenta USA, bo się go boją i próbują się zachowywać, jakby wszystko było normalnie. Ale nie jest – stwierdził analityk.
To „pęknięcie atlantyckie” utrudnia zgodne świętowanie. Ale choć napięcie między USA a sojusznikami jest obecnie bardzo duże, warto pamiętać, że głosy o „jeździe na gapę” Europejczyków w kwestii bezpieczeństwa i niewypełnianiu sojuszniczych zobowiązań pojawiały się za Atlantykiem na długo przed objęciem urzędu przez obecnego prezydenta.
Teraz administrację Trumpa dodatkowo irytują europejskie przymiarki do wzmacniania unijnych inicjatyw obronnych i przemysłu zbrojeniowego na Starym Kontynencie. – Jeszcze w czasach zimnej wojny było niewypowiedzianą zasadą, że amerykańskie wojska stacjonują w Europie, szczególnie w Niemczech, ale za to w drugą stronę płyną liczne zamówienia na uzbrojenie. Politycy głośno o tym nie mówili, by nie zrazić podatników – wyborców, ale de facto tak to wyglądało. Teraz sytuacja jest inna – mówi w rozmowie z DGP analityk zajmujący się bezpieczeństwem. Liczba wojsk amerykańskich w Europie jest radykalnie mniejsza od tej 30 lat temu. Znaczenie Starego Kontynentu w optyce Waszyngtonu spada, a główne zainteresowanie przenosi się na Chiny.
Tak czy inaczej sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, któremu w ostatnich dniach przedłużono czas pełnienia funkcji do 2022 r., spotkał się wczoraj wieczorem (już po zamknięciu tego wydania DGP) z prezydentem Trumpem. Z kolei dzisiaj ma przemawiać przed kongresmenami i senatorami na Kapitolu. Jutro ministrowie będą rozmawiać m.in. o relacjach Sojuszu z Moskwą. – Rosja wciąż narusza traktat INF (o całkowitej likwidacji rakiet średniego zasięgu – przyp. red.) i rozwija pociski SSC-8. Są one trudne do wykrycia, obniżają próg użycia broni jądrowej i sprawiają, że wszyscy jesteśmy mniej bezpieczni – wyjaśniał Stoltenberg na konferencji prasowej przed wyjazdem za Atlantyk. ‒ Kreml nadal ignoruje nasze wezwania do przestrzegania traktatu. A czas ucieka. Omówimy kolejne kroki NATO. Sojusz pozostaje mocno przywiązany do kontroli zbrojeń. Musimy jednak nadal utrzymywać wiarygodne i skuteczne środki odstraszania i obrony – wyjaśniał sekretarz generalny. Jego zaniepokojenie budzą również działania rosyjskie przeciwko Ukrainie, m.in. blokowanie statków na Morzu Azowskim.
Ministrowie poruszą też temat terroryzmu. Misja NATO w Afganistanie Resolute Support wciąż liczy ok. 17 tys. żołnierzy. Dyskutowana ma być kwestia dalszego postępowania z Państwem Islamskim.
Prawdopodobnie jednak najbardziej żywo będzie omawiana sprawa wydatków na obronność i znacznie większego zaangażowania USA niż Europy. I to mimo tego, że wydatki na obronność na Starym Kontynencie od czterech lat rosną. Zdaniem prezydenta Trumpa dzieje się to za wolno i w zbyt małej skali. Szczyt zapewne przebiegnie w nerwowym oczekiwaniu na to, jak tym razem amerykański przywódca da temu wyraz.