Były prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Kazimierz Kujda, w wywiadzie dla tygodnika "Sieci" twierdzi, że nie podpisał zobowiązania do współpracy z SB, ale "deklarację prowadzenia dialogu w zakresie gospodarki, energetyki, spraw naukowych".
Reklama

Jak mówi Kujda, w jego teczce z IPN nie ma deklaracji współpracy, ponieważ jej nie podpisał, podpisany przez niego dokument wykluczał "sporządzanie donosów czy informacji o innych osobach", a fragmentu o zachowaniu w tajemnicy kontaktów z SB nie potraktował poważnie. "O pseudonimie Ryszard nadanym mi przez esbeków nie miałem pojęcia" - dodaje. Mówiąc o okolicznościach podpisania tego dokumentu, Kujda tłumaczy, że został wciągnięty siłą do pokoju hotelowego, a tam straszony i szantażowany, kiedy odmawiał podpisania deklaracji współpracy.

"Nie byłem tajnym współpracownikiem SB, jeżeli pod tym określeniem rozumie się podpisanie zobowiązania do współpracy, przyjęcie pseudonimu oraz chęć szkodzenia innym" - mówi Kujda w wywiadzie. Jak dodaje, do kontaktów z SB dochodziło tylko przy odbieraniu i oddawaniu paszportu. "Relacje z wyjazdów za granicę, do pisania których byłem zmuszony, podpisywałem swoim imieniem i nazwiskiem. Miały one charakter całkowicie neutralny i nikomu nie szkodziły" - dodaje b. prezes NFOŚiGW.

Kujda w wywiadzie twierdzi też, że kontakty z SB zakończył w maju 1983 r., a w dokumentach jest "wiele zmyśleń, co potrafię udowodnić". "Nie dałem im się, nie zmusili mnie do współpracy, nie poszedłem na brudny kompromis" - dodaje w rozmowie z tygodnikiem "Sieci".