To już nie są zwykłe regionalne potyczki, których nasilenie mieszkańcy Bałkanów Zachodnich zwykli obserwować od lat. Rozpoczęta w listopadzie wojna handlowa Kosowa z Serbią ma podłoże polityczne, a Prisztina wytoczyła ją Serbii w kluczowym momencie dwustronnych negocjacji po tym, jak Belgrad zablokował wejście swojej dawnej prowincji do Interpolu. Jakby tego było mało, w piątek Kosowianie powołają do życia własne siły zbrojne.
Reklama
Jak wyglądają dwustronne rokowania, wiedzą chyba jedynie ci, którzy biorą w nich udział: prezydenci Kosowa Hashim Thaçi i Serbii Aleksandar Vučić, a także brukselscy urzędnicy, którzy mieli ułatwić dialog między zwaśnionymi stronami. Na Bałkanach od miesięcy dyskutuje się o konieczności zakończenia jednego z najbardziej zagmatwanych sporów dyplomatycznych, czyli rozwodu serbsko-kosowskiego. W 2008 r. Prisztina jednostronnie ogłosiła niepodległość, którą uznała znaczna część Zachodu, ale nie Serbia czy wspierająca ją Rosja.
Dziś do mediów docierają sugestie, by konflikt zakończyć podziałem Kosowa lub – jak wolą to nazywać Thaçi i Vučić – wymianą terytoriów. Nie wiadomo dokładnie, jak ta wymiana miałaby być zorganizowana i gdzie ostatecznie przebiegałaby granica. Teoretycznie Belgrad mógłby odzyskać zamieszkane przez Serbów północne Kosowo, a w zamian oddałby etnicznie albańskie ziemie z Doliny Preszewskiej. Ale w praktyce taka wymiana nie byłaby prosta. Wielu ekspertów nie ma też wątpliwości, że może być ona opłakana w skutkach i doprowadzić do fali podobnych żądań w całej dawnej Jugosławii.
Podczas gdy trwają zakulisowe rozmowy na temat przyszłości Kosowa i Serbii, Belgrad zajmuje się osłabieniem Prisztiny na arenie międzynarodowej.
Jednym z ostatnich takich działań było zablokowanie członkostwa Kosowa w Interpolu. W ramach głosowania, które odbyło się 19 listopada w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, nowymi członkami policyjnej organizacji stały się pacyficzne państewka Kiribati i Vanuatu, ale nie Kosowo – a to właśnie dzięki sprawnej serbskiej akcji dyplomatycznej. Prisztina zdecydowała się na ostrą kontrakcję: 21 listopada rząd zwiększył do 100 proc. cło na produkty importowane z Serbii (oraz – rykoszetem – z Bośni i Hercegowiny) z uzasadnieniem, że jest to akt sprzeciwu wobec destrukcyjnej polityki Belgradu, w którą Serbowie wciągnięli także Sarajewo.
Prisztina pozyskała wsparcie bratniej Albanii. Po niedawnym posiedzeniu rządów Kosowa i Albanii premierzy obu państw Ramush Haradinaj i Edi Rama podpisali dziewięć porozumień, które mają wspomóc rozwój stosunków handlowych i współpracę pomiędzy krajami. Haradinaj mówił, że oba państwa są na drodze do utworzenia wspólnego rynku. Z kolei szef MSZ Kosowa Behgjet Pacolli ogłosił na Facebooku, że wkrótce powstanie plan rozwoju relacji albańsko-kosowskich na kolejne 50 lat.
Podwyżka ceł wywołała lawinę sprzeciwu na Zachodzie. Unijny komisarz ds. europejskiej polityki sąsiedztwa i negocjacji akcesyjnych Johannes Hahn i szefowa dyplomacji UE Federica Mogherini wezwali do natychmiastowego zniesienia dodatkowych taryf na produkty z Serbii. Premier Haradinaj w odpowiedzi opublikował na łamach „Washington Post” tekst dowodzący, że Serbia stale lobbuje przeciwko Kosowu na arenie międzynarodowej, co kłóci się z postanowieniami porozumienia brukselskiego, które zobowiązuje strony do nieblokowania się w staraniach o akcesję do struktur międzynarodowych. Haradinaj pisze, że Serbia opłaca działania lobbystów z zysków z eksportu – także do Kosowa.
Jedynym znaczącym politykiem, który nie skomentował podwyżki ceł, był Thaçi. Prezydent spotkał się za to z doradcą Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa Johnem Boltonem, który wezwał obie strony do ugody i zakończenia konfliktu. To o tyle ciekawe, że to właśnie Thaçi jest posądzany o próbę doprowadzenia do wymiany terytoriów między Kosowem i Serbią. Przeciw jest kosowska opozycja, ale i znacząca część ekspertów, którzy podkreślają, że zmiana granic byłaby katastrofą zwłaszcza dla Bośni i Hercegowiny. Z takiego scenariusza cieszyłaby się za to Rosja, dla której kosowski precedens byłby argumentem na rzecz legalizacji jej własnych działań na Krymie i wobec nieposłusznych republik kaukaskich.

Żarty się skończyły

Decyzja rządu o rozpoczęciu wojny handlowej cieszy się wsparciem kosowskich przedsiębiorców, a nawet opozycji i wielu lokalnych organizacji pozarządowych. Z pomocą przybyła też Tirana. – Wzywam Serbię, by zeszła na ziemię i zrozumiała, że nie może budować przyszłości, wbijając nóż w plecy Albańczykom. Taryfa w wysokości 100 proc. w normalnych warunkach jest nieracjonalna. Ale w sytuacji nienormalnego zachowania Serbii wobec Kosowa to była jedyna możliwa odpowiedź – mówił albański premier Edi Rama.
Serbia z powodu wojny handlowej z Kosowem traci 42 mln euro miesięcznie. Paradoks polega na tym, że śmiertelna wrogość na arenie politycznej nie przeszkadzała obu stronom w ożywionym handlu, którego wolumen rocznie zwiększał się średnio o 5 proc., a w ostatnich miesiącach nawet szybciej. Saldo wymiany było korzystne dla Serbii, dla której Kosowo było jednym z głównych partnerów handlowych. Dlatego także reakcja Belgradu na podniesienie ceł była bardzo ostra.
Prezydent Vučić oskarżył Prisztinę o planowanie czystki etnicznej na Serbach i próbę destabilizacji regionu. O tworzenie nacisku na UE w celu zniesienia reżimu wizowego oraz na Serbię, aby ta uznała niepodległość swojej dawnej prowincji. Ten ostatni cel potwierdził premier Haradinaj, zapowiadając, że Prisztina nie obniży ceł, dopóki Belgrad nie uzna państwowości Kosowa. Tym razem taka deklaracja brzmi dla Belgradu poważnie.

Bałkany znów w grze

Wydarzenia ostatnich tygodni stawiają pod znakiem zapytania dalszy przebieg trwających już od prawie pięciu lat rozmów Kosowa i Serbii pod patronatem Unii Europejskiej, które miały doprowadzić do normalizacji stosunków i zażegnania jednego z najtrudniejszych konfliktów dyplomatyczno-politycznych dzisiejszej Europy. Nie pomagają postanowienia porozumienia z Brukseli, które miało unormować sytuację, ani regularne wizyty komisarza Johannesa Hahna w Prisztinie. Jednocześnie media w Serbii od tygodni anonsują wojnę z Albańczykami i straszą czystkami etnicznymi Serbów w Kosowie, co według wielu jest kampanią propagandową przygotowywaną przed planowanym powołaniem kosowskiej armii. Władze w Prisztinie mają stworzyć własne wojsko już w najbliższy piątek 14 grudnia.
Po raz kolejny Bałkany zaczynają być zabawką w globalnej rozgrywce. Decyzja o utworzeniu wojska Kosowa spotkała się z krytyką sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga, który napisał na Twitterze, że nie jest to dobry moment na taką decyzję. Jedynym krajem, który wsparł w tej sferze Prisztinę, były Stany Zjednoczone. Wczoraj do Kosowa dotarły 24 z 51 pojazdów opancerzonych typu humvee. Sytuacja budzi niepokój; Bałkany Zachodnie po raz kolejny stają się ofiarą braku decyzyjności Europy w kryzysowych sytuacjach z jednej strony, a z drugiej mogą stać się narzędziem wewnętrznego konfliktowania państw członkowskich NATO przez Donalda Trumpa.