Portugalscy taksówkarze, prowadzący od środy strajk przeciwko tanim platformom taksówkarskim, ogłosili w poniedziałek zaostrzenie akcji protestacyjnej. Poza blokadami dróg kierowcy taksówek chcą pikietować pod urzędami państwowymi, m.in. siedzibą parlamentu.

Władze komitetu protestacyjnego poinformowały, że zaplanowane na poniedziałkowy wieczór zakończenie akcji protestacyjnej zostało odwołane. Taksówkarze ogłosili, że zaostrzą akcję strajkową, żądając równocześnie spotkania z premierem Antonio Costą.

W poniedziałek wieczorem komitet strajkowy ogłosił, że rozmowy z deputowanymi, przedstawicielami rządu i prezydenta nie przyniosły skutku. Zaznaczył, że akcja będzie prowadzona do odwołania, a "strajkujący nie dadzą się oszukać przez rząd, liczący na zmęczenie protestujących".

Reklama

W trwającym od środy proteście bierze udział ponad 2500 taksówkarzy, głównie w Porto, Faro i Lizbonie. W stolicy akcja polega na blokowaniu głównych ulic miasta. W niedzielę do strajku przystąpili taksówkarze m.in. z Coimbry, Leirii, Aguedy i Aveiro.

Głównym motywem protestu jest żądanie rozpatrzenia przez Trybunał Konstytucyjny wniosku o domniemaną niezgodność z konstytucją Portugalii ustawy legalizującej tanie platformy taksówkarskie, takie jak np. Uber. Według strajkujących przepisy te dają im uprzywilejowaną pozycję, gdyż nie nakładają na nie ograniczeń co do liczby kierowców. Nowe prawo zacznie obowiązywać od listopada.