Mój osobisty pogląd jest taki, że zakucie Władysława Frasyniuka w kajdanki było chyba niepotrzebne - powiedział we środę premier Mateusz Morawiecki. Zaznaczył jednocześnie, że przesłuchanie opozycjonisty z czasów PRL nastąpiło w związku z zakłócaniem przez niego demonstracji.

Szef polskiego rządu, który wcześniej wystąpił przed PE w Strasburgu w ramach debaty z unijnymi liderami o przyszłości wspólnoty, na wspólnej konferencji prasowej z szefem PE Antonio Tajanim, został zapytany m.in. o sprawę zatrzymania przez policję Władysława Frasyniuka i zastosowania wobec niego kajdanek.

"Odpowiedź jest tylko jedna: że nie ma równych i równiejszych wobec prawa. Właśnie nasza ekipa polityczna zdecydowanie wprowadziła zasadę taką, że jesteśmy wyrozumiali dla słabszych a silni i stanowczy wobec silnych" - odparł Morawiecki.

Dodał, że w jego osobistym przekonaniu "zakucie (Frasyniuka) w kajdanki chyba było niepotrzebne", natomiast jego przesłuchanie nastąpiło w związku z tym, że zakłócał demonstrację, co - zdaniem premiera - "nie powinno mieć miejsca". "Miało miejsce zakłócanie demonstracji, wszyscy obywatele są równi wobec prawa i dlatego nastąpiło przesłuchanie" - powiedział.

Reklama

"W latach 80. chodziłem ze znaczkiem w klapie (...) +Uwolnić Władka+ - to właśnie było o Frasyniuku - i zostałem za to niejednokrotnie pobity (...), więc ja akurat bardzo dobrze tamte czasy znam" - zaznaczył szef rządu.

W połowie lutego Frasyniuk został zatrzymany przez policję w swoim domu we Wrocławiu. Następnie zawieziono go do Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy, gdzie prokurator warszawskiej prokuratury okręgowej przedstawił mu zarzut naruszenia nietykalności cielesnej dwóch policjantów na służbie i przesłuchał go w charakterze podejrzanego. Przesłuchanie - jak podał rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej - trwało 10 minut po czym Frasyniuk został zwolniony do domu.

W sprawie zatrzymania opozycjonisty z okresu PRL interweniował m.in. rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, który domagał się m.in. wyjaśnień dot. zastosowania wobec Frasyniuka kajdanek. W maju, w odpowiedzi na zażalenie Frasyniuka, użycie kajdanek uznał za bezzasadne Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa. Nie zakwestionował przy tym legalności samego zatrzymania.

Zatrzymanie i przesłuchanie Frasyniuka miały związek z incydentem, do którego doszło podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej 10 czerwca 2017 r. Jak informowała policja, zakłóciło ją kilkadziesiąt osób, które na Krakowskim Przedmieściu usiadły na jezdni, próbując w ten sposób zatrzymać przemarsz uczestników obchodów przed Pałac Prezydencki. Wśród kontrmanifestantów - których usunęli policjanci - był m.in. Frasyniuk. Na początku lipca ub.r. w komisariacie policji w podwrocławskiej Długołęce usłyszał on zarzut "przeszkadzania w przebiegu niezakazanego zgromadzenia".

W związku z tym incydentem na miesięcznicy smoleńskiej, Frasyniuka chciała przesłuchać Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Frasyniuk dwukrotnie nie stawił się w warszawskiej prokuraturze – 12 stycznia i 1 lutego. Pod koniec czerwca Prokuratura Okręgowa skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Frasyniukowi ws. naruszenia przez niego nietykalności cielesnej policjantów. Oskarżonemu grozi do 3 lat pozbawienia wolności.