Czasem marzę o tym, żeby nauka historii została zakazana, wtedy być może przestanie być wykorzystywana przez polityków dla swoich celów” – to były chyba najbardziej gorzkie słowa, jakie usłyszałem z ust Szimona Peresa, słynnego izraelskiego polityka, w czasie wykładu, którego udzielił studentom Uniwersytetu Warszawskiego wiele lat temu. Słowa gorzkie, bo wypowiedziane przez przedstawiciela narodu, dla którego tożsamość historyczna jest kluczowa. Słowa podyktowane doświadczeniami z Bliskiego Wschodu – czyli regionu, o którym mówi się, że ma za dużo historii, a za mało ziemi.
Patrząc na to, jak politycy cynicznie wykorzystują historię do swoich celów, często wracam do tych słów, ale nie mogę uciec od odwrotnej refleksji. Potrzebujemy nie mniej, ale więcej nauki historii. Politycy wykorzystują ją do swoich celów nie dlatego, że są jacyś szczególnie źli. Robią to z tego samego powodu, z którego robią wszystkie inne rzeczy, które potem społeczeństwu szkodzą albo je oburzają. Dlatego że na to pozwalamy. Pozwalamy mamić się mitami, legendami. Chcemy wierzyć w niesłychane bohaterstwo albo w niesłychaną podłość. Pozwalamy snuć baśnie o husarskich skrzydłach i milionach bohaterów albo o chłopskim okrucieństwie i genetycznie odziedziczonym antysemityzmie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.