Kiwerska o wizycie Trumpa: Mamy ogromny atut, który trzeba wykorzystać

Donald Trump
Donald TrumpPAP / Paweł Supernak
6 lipca 2017

- Polska powinna grać na obu fortepianach. Nie wykorzystywać kontaktów z Waszyngtonem do postawienia się Europie, tylko skupić się na współpracy w zakresie bezpieczeństwa – dowodzi prof. Jadwiga Kiwerska.

3011172-prof.jpg
Prof. Jadwiga Kiwerska, historyk z Instytutu Zachodniego w Poznaniu, specjalizująca się w stosunkach amerykańsko-europejskich

Może wyjść naprzeciw oczekiwaniom nowego prezydenta. Pokazać, że można robić z nami interesy. Co zresztą już robimy, czy to w przypadku uzbrojenia, czy gazu.

Mamy ogromny atut, który trzeba wykorzystać. Przeznaczamy na obronność 2 proc. PKB. W wartościach bezwzględnych nie są to kwoty takie, jak chociażby niemieckie 1,2 proc. PKB. To jednak mogło sprawić, że Polska znalazła się na trasie jego wizyty na Starym Kontynencie.

Z tym zastrzeżeniem, że wiele do Ameryki nie wyślemy. Wszak jednym z priorytetów Donalda Trumpa jest obniżenie deficytu handlowego w relacjach ze światem, zwłaszcza z Niemcami. Nawet jeśli będziemy wysyłać za Atlantyk nasze jabłka, to ile możemy ich sprzedać?

Musimy sobie uświadomić, że Polska jest na peryferiach amerykańskich priorytetów bezpieczeństwa. Mówił o tym już Jan Nowak-Jeziorański, którego trudno podejrzewać o antyamerykanizm. Nie jesteśmy w stanie odgrywać roli strategicznego partnera, bo ani nie mamy strategicznych surowców, ani strategicznego położenia, jak chociażby Korea Południowa czy Arabia Saudyjska.

Dla nas to zawsze będzie wielki sukces, gdy dobijemy się do drzwi w jakimś amerykańskim departamencie. Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych, kolokwialnie mówiąc, to jest małe miki. Ale z tego małego miki to my bardziej skorzystamy.

Kontakty personalne są bardzo ważne, ale nie można przeceniać ich znaczenia. To przykład z trochę innego poziomu, ale proszę pamiętać, że na początku między kanclerz Angelą Merkel a Barackiem Obamą kompletnie nie było chemii. A przecież kiedy poprzedni prezydent kończył urzędowanie, to podczas swojej pożegnalnej podróży po Europie powiedział, że nie miał lepszego i bardziej stabilnego sojusznika niż kanclerz Niemiec. Myślę, że taką lojalnością i odpowiedzialnością można wiele ugrać. Tyle że Donald Trump jest nietypowym prezydentem, nieprzewidywalnym.

On zdaje się postrzegać Unię Europejską nie jako strukturę stabilizującą, działającą na rzecz rozwoju Europy, ale jako konkurenta. To jest jeden z elementów charakteryzujących nową administrację.

...a Barack Obama traktował Stary Kontynent bardzo pragmatycznie. Europa spadła z listy priorytetów. Kluczowe dla jego wczesnej polityki zagranicznej było unormowanie stosunków z Rosją, bo chciał posunąć do przodu kwestię rozbrojenia nuklearnego. Wszystko zmieniły aneksja Krymu i agresja na Ukrainę. Barack Obama z urzędu odchodził już jako wielki orędownik silnych więzi transatlantyckich.

Zmartwiłoby mnie, gdyby rząd na wizycie chciał ugrać coś w kontrze do Unii. Obawiam się, że skoro Donald Trump tak lekceważąco wypowiada się na jej temat, to będzie chciał budować dobre relacje z wybranymi państwami nie po to, żeby związać się z nimi gospodarczo, ale by osłabić struktury UE.

Koncepcja Warszawy jako pomostu między Waszyngtonem a Berlinem nie sprawdziła się. Oni sami doskonale się dogadają.

Tyle że nie wiemy, czego można się po tym koledze spodziewać. Trump nawet w kwestiach polityki zagranicznej raz uważa tak, a potem na Twitterze oznajmia cos innego. Co więcej, nie wydaje się wielkim orędownikiem stałego elementu amerykańskiej polityki zagranicznej od lat, właściwie od prezydentury Thomasa Wilsona, a mianowicie poczucia posłannictwa dziejowego. Tego, że Ameryka ma wobec świata zobowiązania. Tak, kryły się za tym również interesy, ale było też trochę misji. Donald Trump nie odwołuje się nawet do takich pojęć, jak wspólnota wartości.

Chciałabym, żebyśmy pozostali przy strategii gry na dwóch fortepianach. Nie wykorzystywać kontaktów z Waszyngtonem do postawienia się Europie, tylko skupić się na współpracy w zakresie bezpieczeństwa. USA są i będą podstawą naszego bezpieczeństwa, a UE jest podstawą naszego rozwoju i stabilizacji. Jest to realistyczne podejście, uwzględnia asymetrię między nami.

Na marginesie polityki względem USA prowadzonej przez rząd SLD – kiedy przystąpiliśmy do koalicji w Iraku, nie żądając niczego w zamian, „za wolność naszą i waszą” – Radosław Sikorski napisał tekst o tym, że nie ceni się partnera, który niczego nie żąda. Zwłaszcza w USA. To podejście zmieniło się za rządów Platformy, kiedy na stosunki z Ameryką spojrzano bardziej realistycznie. Czyli jeśli Stany Zjednoczone chcą budować na naszym terenie tarczę antyrakietową, to tylko w zamian za coś. Nie należy zapominać, że Barackowi Obamie było nie po drodze z nowym rządem w Warszawie. Były prezydent na szczycie w 2016 r. pogroził nam palcem. Oględnie, ale jednak pogroził. A dopóki zamieszkiwał w Białym Domu, to ministrowi Antoniemu Macierewiczowi nie udało się nigdy spotkać z szefem Departamentu Obrony, co wcześniej było nie do pomyślenia.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.