Nawracającym, jak to się mówi elegancko, wątkiem debaty publicznej jest potępianie „plemiennej retoryki” i „siedzenia w partyjnych okopach”. Krytycy plemienności słusznie punktują niski poziom wypowiedzi oraz łatwość, z jaką zamiast mówić o tym, czego się chce, mówi się o tym, kogo się nie chce.
Jednak upartyjnienie polityki, wraz ze sporą dawką przywiązania do „swoich”, kiedy źle robią, raczej bym pochwalał, zwłaszcza w narodzie, w którym brak jest poczucia wspólnoty. W Wielkiej Brytanii mamy długą tradycję lojalności wobec swojej partii, a sądy polityczne są naprawdę ostro formułowane. Polską politykę rozkłada nie ostrość konfliktu, lecz marzenie o apartheidzie – systemie, w którym Właściwi mają pełnię praw wypowiedzi i kształtowania kraju, natomiast Niewłaściwi tyle mogą, na ile im się pozwoli. Rafał Matyja – jeden z tych nieszczęśliwych Polaków, którzy nie godzą się z tym, „co się stało z naszą klasą” – formułuje tezę o wszechogarniającym moralnym wykluczaniu. Nie chodzi o to, by wygrać wybory, musimy jeszcze pokazywać, że sama sytuacja, w której można głosować zarówno na Właściwych, jak i na tamtą swołocz, jest chora.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.