To co mówi dziś Wacław Berczyński jest jakąś nieporadną, desperacką próbą obrony - stwierdził w czwartek wiceszef PO Tomasz Siemoniak. Według niego, wywiad dla "Super Expressu" pogrąża Berczyńskiego do reszty, bo przyznaje się on, że wpływał na przetarg ws śmigłowców dla wojska.
Reklama

Berczyński w czwartkowym "Super Expressie" przyznał, że w sprawie przetargu na Caracale miał "do wglądu dokumenty, w których były zapytania ofertowe", jednak "wszystkie one miały najniższą klauzulę tajności" i "nie wymagały przechowywanie w sejfie".

Na pytanie dlaczego tak źle "ocenił francuskie helikoptery" Berczyński mówi: "bo są przeciętne i były dwa razy za drogie". "I dlatego, jak to pan określił, uwalił pan caracale?" - dopytuje "SE", na co Berczyński odpowiada: "bo to była próba kradzieży z Polski miliarda albo więcej dolarów. To był duży, a może największy przekręt w historii Polski. Moje polskie sumienie, a są jeszcze tacy ludzie, nie pozwoliło mi przejść nad tym obojętnie".

Zapytany w porannej rozmowie radia RMF FM, czy przekonują go słowa Berczyńskiego ws przetargu na śmigłowce dla wojska, Siemoniak ocenił, że "wywiad pogrąża do reszty Berczyńskiego".

"Bo w tym wywiadzie przyznaje się, że miał dostęp do dokumentacji, przyznaje się, że wpływał na ten przetarg słowami, że nie mógł przejść obojętnie wokół tej sprawy" - powiedział Siemoniak. Dodał, że Berczyński na pewno "grzebał w dokumentacji przetargowej". "Wcześniej MON wydał komunikat, że Berczyński nie zajmował się sprawą śmigłowców tutaj się okazuje, że się zajmował" - zaznaczył polityk PO, b. szef MON w rządzie PO-PSL.

Dopytany o słowa Berczyńskiego, że przetarg na śmigłowce, "to był duży, a może największy przekręt w historii Polski", Siemoniak odpowiedział, że ta opinia jest "bzdurna" i w kompletnej niezgodzie z tym, co mówi rząd PiS.

"Rząd PiS oświadczył oficjalnie, że niedostateczna była oferta offsetowa, którą przez rok premier Mateusz Morawiecki negocjował i odnosił się do jakiś kwot, przeciętności czy nieprzeciętności tych śmigłowców, a to co mówi dzisiaj Berczyński jest jakąś nieporadną desperacką próbą obrony" - stwierdził Siemoniak.

Zapytany dlaczego wyjazd Berczyńskiego w połowie kwietnia z Polski nazywa "nagłą ucieczką" skoro Berczyński kupił bilety na dwa miesiące przed wyjazdem, Siemoniak powiedział, że "Berczyński wydał dziwne oświadczenie, że nie może wrócić do Polski, porzucił obowiązki przewodniczącego komisji badania wypadków i wyjechał". "Napisał w pierwszym zdaniu, że nie może wrócić do Polski i jakoś go w Polsce od wielu tygodni nie ma" - dodał.

Siemoniak stwierdził, że nie ma dla niego znaczenia, "kiedy Berczyński kupował bilety, faktem jest, że nagle opuścił polskie życie publiczne i dopiero po raz pierwszy się wypowiada".

Przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. W kwietniu 2015 r. MON wskazało na śmigłowiec Caracal, wartość kontraktu miała wynieść łącznie z podatkami 13,4 mld zł. Protestowały wtedy PiS i związki zawodowe, działające w zakładach w Mielcu i Świdniku, które również startowały w przetargu.

We wrześniu 2015 r. rozpoczęły się negocjacje umowy offsetowej. Na początku października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju uznało ofertę offsetową za niezadowalającą, a dalsze rozmowy za bezprzedmiotowe. Obecnie w MON trwa nowe postępowanie, które ma wskazać śmigłowce dla wojsk specjalnych i do zadań morskich.

W kwietniu ówczesny szef podkomisji ds ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej Wacław Berczyński w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" powiedział, że to on "wykończył" Caracale. Przedstawiciele rządu i politycy PiS zapewniali, że Berczyński nie miał nic wspólnego z negocjacjami offsetowymi, które rozpoczęły się we wrześniu 2015 r. i zakończyły bez podpisania umowy w październiku 2016 r. 20 kwietnia szef MON Antoni Macierewicz przyjął rezygnacje Berczyńskiego z kierowania podkomisją ds zbadania katastrofy smoleńskiej.

PO złożyła zawiadomienie do prokuratury ws. przetargu na śmigłowce dla wojska. W zawiadomieniu PO chodzi o możliwe przekroczenie uprawnień przez szefa MON i ujawnienia informacji niejawnych osobom nieuprawnionym, za które PO uważa Berczyńskiego, jego zastępcę w podkomisji ds zbadania katastrofy smoleńskiej dr Kazimierza Nowaczyka i byłego szefa gabinetu politycznego i rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza. Jak podkreślali posłowie PO, były to osoby, które nie zostały zweryfikowane przez polskie służby specjalne i nie miały certyfikatów bezpieczeństwa.

Resort obrony oświadczył, że nie jest prawdą, że szef MON bezprawnie udostępnił klauzulowane dokumenty. Jak mówił wiceminister Michał Dworczyk, Berczyński, Nowaczyk i Misiewicz mieli upoważnienie szefa MON do wglądu w "archiwalną dokumentacją" techniczną dotyczącą zakończonego we wrześniu 2015 r. postępowania na śmigłowce oraz nie mieli wglądu do dokumentów negocjacji offsetowych, prowadzonych przez Ministerstwo Rozwoju.

Dworczyk pokazał dziennikarzom kopie poświadczenia bezpieczeństwa wydane Berczyńskiemu przez szefa SKW w marcu 2017 r. oraz tymczasowego upoważnienia wystawionego przez ministra obrony w styczniu 2016 r. Podkreślił, że posłowie PO widzieli te dokumenty i że podobnych upoważnień udzielali także ministrowie w czasach rządu PO-PSL.

W ubiegłym tygodniu szef MON zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez posłów PO. Według ministra, posłowie powiadomili prokuraturę o przestępstwie wiedząc, że go nie było

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro nie wykluczył, że prokuratura przesłucha Berczyńskiego w związku z przetargiem na śmigłowce. Zastrzegł jednocześnie, że nie dyktuje, kiedy kogo przesłuchać; taką decyzję podejmują prokuratorzy. Śledztwo dotyczące organizacji postępowania na śmigłowce, a następnie odstąpienie od kontraktu prowadzi dd listopada 2016 r. Prokuratura Regionalna w Szczecinie.