Co ty tak ciągle o Morawieckim? – dopytują czasem znajomi. Znajomi, jak to w Warszawie, na ogół ogarnięci pisofobią. Nie pytają więc życzliwie. Może mówię nieciekawie (noworoczne postanowienie: mniej gadać), a może to wina samego wicepremiera, którego zamiary trudno ocenić w łatwy, antykaczystowski sposób. Wielu zawziętych zwolenników KOD uważa przecież, zgodnie z ładną tradycją polskiej inteligencji, że wykluczeni (kiedyś się mówiło: biedni) powinni w jakiś sposób być dźwigani z ruin przez państwo i społeczeństwo. Tak samo uważali 2 lata temu, 5 i 10 – tyle że uważali bezobjawowo.
Wykluczony wyjeżdżał zatem do Dublina, biedny niezaradny czekał na głodowy zasiłek, a współczująca im inteligencja łapała granty i spłacała kredyty. Trzeba dawać ludziom wędki, nie rybę – powtarzali(śmy) zgodnie, chociaż od lat było widać, że uprzywilejowani dostali dawno trałowiec, zaradni, owszem, wędkę, a niezaradni resztki z połowów. I żaden piękny slogan tego nie zmieni.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.