Od powyborczej układanki może zależeć, ile pieniędzy rząd odda w zarząd regionom.
W tym roku stawka w walce o miejsca w sejmikach jest podwójna. Nowe władze będą wydawać eurofundusze jeszcze z obecnego rozdania, a potem sięgną po pieniądze z nowej perspektywy unijnej na lata 2021–2027. Pieniędzmi z rozdania na lata 2014–2020, którymi zarządzają marszałkowie województw w ramach regionalnych programów operacyjnych, będzie można dysponować do 2023 r. Jednak już od jakiegoś czasu rząd krytykuje władze regionalne, że zbyt wolno wydają. Do końca września województwa zdążyły zakontraktować w programach regionalnych niemal 60 proc. przyznanych im eurofunduszy. Dla porównania, w programach krajowych zarządzanych przez rząd poziom ten wyniósł 66,6 proc.
Czy jest się czym martwić? Najlepszym wyznacznikiem jest kryterium N+3 mówiące o tym, ile pieniędzy w danym roku trzeba rozliczyć z Komisją Europejską. Na koniec września potencjalnie zagrożona kwota w programach regionalnych to 108 mln euro. Większość województw osiągnęła założone cele, ale w strefie zagrożenia nadal były województwa małopolskie, podlaskie, śląskie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie. – Jeśli porównamy dane z końca sierpnia i końca września, cztery województwa uciekły spod gilotyny N+3. To dobra wiadomość. Nasz budzik zadziałał, ale wciąż zagrożonych jest 700 mln euro – mówił niedawno minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński. Skąd taka kwota? Do 108 mln euro resort wlicza pieniądze z rezerwy wykonania. To dodatkowe środki dzielone na podstawie wyników inwestowania funduszy według stanu na koniec 2018 r. „Jest szansa, że pieniądze pozostaną w danym programie, ale konieczne może okazać się wykorzystanie ich na inne cele niż pierwotnie zaplanowano. Z tytułu rezerwy zagrożonych jest 590 mln euro” – podaje ministerstwo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.