Autopromocja

Pawłowski: Gdy smog odbiera mowę i rozum

Jakub Pawłowski
Jakub PawłowskiDziennik Gazeta Prawna / Wojtek Gorski
8 października 2018

Najgorszy węgiel zniknie z polskiego rynku już (a może dopiero?) za dwa lata. Zwycięski to czy raczej zgniły kompromis zwaśnionych stron: górniczych związków zawodowych i samorządów z alarmami smogowymi u boku?

Jeżeli myślisz, Drogi Czytelniku, że przeczytasz dalej, co na ten temat myśleć, to ostrzegam. Nie dowiesz się. I wcale nie będzie łatwo połapać się w pajęczynie antysmogowych zależności. Nie Ty jeden zresztą. W pierwszych chwilach – gdy Ministerstwo Energii odsłoniło karty i przedstawiło swoje nowe propozycje dla norm jakości węgla – dosłownie nikt nie wiedział, co mówić, a nawet co myśleć. W nieoficjalnych rozmowach szamotali się i zaprzeczali sobie wszyscy: decydenci zaangażowani w prace nad rozporządzeniem, górnicy, a także aktywiści z alarmów smogowych.

Ci pierwsi najpierw mówili o przegranej walce o bardziej restrykcyjne normy. Później zapowiadali, że jeszcze nie wszystko stracone i nie składają broni. Ci drudzy wpierw ostrzegali, że zaczną protestować, jeśli tylko cokolwiek w projekcie się zmieni. Ale choć ostatecznie tak się stało – bo w końcu wprowadzono termin, po którym najgorszy węgiel ma zniknąć z rynku, to zamiast wyjść na ulice, zaczęli się nieoficjalnie przechwalać, że „udało się im zatrzymać rozporządzenie”. A o protestach już nie mówią. W totalnym amoku poruszali się również aktywiści i ekolodzy. Schizofrenicznie rzucali się w wątpliwościach: chwalić rząd za jednoznaczne wprowadzenie terminu czy krytykować, że nastąpi on tak późno? Mówić o kroku wprzód czy o straconych latach i podkreślać, że według pierwotnych zapowiedzi premiera porządek na rynku najgorszego węgla planowano na 2017 r?

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.