Autopromocja

Przeprowadzanie egzaminów na nowych zasadach. Nauczyciele oburzeni propozycjami MEN

Egzamin
Związek oburza się na rozwiązanie, które przewiduje możliwość powoływania do zespołów nadzorujących egzaminy samych nauczycieli spoza szkoły. Obecnie co najmniej jeden musi być ze szkoły macierzystej. ShutterStock
13 marca 2019

ZNP domaga się wycofania przez resort edukacji skierowanych w poniedziałek do konsultacji projektów rozporządzeń w sprawie szczegółowych warunków i sposobu przeprowadzania egzaminów: ósmoklasisty, gimnazjalnego i maturalnego.

Związek oburza się na rozwiązanie, które przewiduje możliwość powoływania do zespołów nadzorujących egzaminy samych nauczycieli spoza szkoły. Obecnie co najmniej jeden musi być ze szkoły macierzystej.

– To jest rozwiązanie bezprawne, bo komu ma podlegać wypożyczony bezpłatnie nauczyciel z innej szkoły? Nie wspomnę już np. o wypadku. Karta nauczyciela wyraźnie mówi w art. 42, kiedy i gdzie można wykorzystać nauczyciela do określonej pracy – oburza się Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

Jacek Rudnik, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 11 w Puławach i były dyrektor gimnazjum tłumaczy, że do tej pory ustalał z szefem innej placówki, by ten nieodpłatnie podsyłał nauczycieli do pilnowania, a on w rewanżu wysyłał swoich. – Teraz do końca nie mam pewności, czy do takiej wymiany dojdzie, jeśli np. moja szkoła będzie strajkować w części, a znajomego w całości. Wtedy nie mam co liczyć na wsparcie. Muszę na czas egzaminów zatrudnić emerytowanych nauczycieli – zaznacza Rudnik.

– Skoro egzaminy organizuje Centralna Komisja Egzaminacyjna, to jej dyrektor powinien zawierać z nauczycielami umowy np. zlecenia – dodaje Baszczyński.

– Uczniowie muszą przystąpić do egzaminów, aby ukończyć rok szkolny, dlatego na prośbę dyrektorów szkół zmieniamy przepisy projektów rozporządzeń, by były bardziej elastyczne. Tak jak deklarowaliśmy wcześniej, tegoroczne egzaminy się odbędą i nie ma możliwości ich przełożenia – tłumaczy Anna Zalewska, szefowa MEN.

Resort dolewa oliwy do ognia i potwierdza, że strajkujący nauczyciele nie będą mogli liczyć na wynagrodzenie za czas protestu. Zaznacza, że pensje są wypłacane z góry, więc dopiero w kolejnym miesiącu, czyli w maju, pedagodzy odczują potrącenia w swoich kieszeniach. Z jego wyliczeń wynika, że dyplomowany nauczyciel straci na proteście około 130 zł dziennie. 

Etap legislacyjny

Projekty w konsultacjach

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.