Edukacja zawsze była narzędziem w rękach polityków. Dziś dominuje koncepcja neoliberalna – wszystko, co jest użyteczne z perspektywy rynku pracy, jest pożądane. I młodzi też tak myślą o wykształceniu. Bardzo merkantylnie
W poniedziałek zaczynamy rok szkolny. Jeśli wierzyć słowom minister edukacji, rok szkolnictwa zawodowego. To dobry krok resortu?
Dość dziwny. Tok rozumowania jest taki, że skoro maturę zdaje mniej osób, uruchomimy dla nich szkolnictwo zawodowe. Gdyby jednak pani minister przyjrzała się, jak funkcjonowało ono przed 1989 r., wiedziałaby, że nie jest to takie łatwe. Szkoły zawodowe powstawały w określonych regionach i były związane z dominującym tam przemysłem – włókiennictwo było w Łodzi, górnictwo na Śląsku, rybołówstwo na Pomorzu. Po transformacji mieliśmy do czynienia ze strukturalnym tąpnięciem oświaty. Kiedy te gałęzie przemysłu upadały, nie tylko zamykano szkoły, ale też rosło bezrobocie wśród ich absolwentów. Osób bezrobotnych z określonym wykształceniem zawodowym nie wchłonęły inne gałęzie gospodarki.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.