Autopromocja

Zalewska nie zmienia zdania w sprawie nauczania indywidualnego. A ulubiona szkoła MEN ostro krytykuje resort

Minister edukacji narodowej Anna Zalewska
Anna Zalewska twierdzi, że wszystko robi dla dobra dzieci.PAP / Jakub Kaczmarczyk
15 maja 2017

Na poniedziałek ministerstwo zaplanowało spotkanie, które ma wyjaśnić kontrowersje wokół zmian w nauczaniu indywidualnym. Ale nie łagodzi swego stanowiska.

Pomimo protestów rodziców, rzecznika praw obywatelskich, Fundacji Helsińskiej i rzecznika praw dziecka resort nie wycofuje się z wprowadzonego zakazu indywidualnej edukacji na terenie szkoły lub przedszkola osób ze specjalnymi potrzebami.

– Błagam, nie zabierajcie nam nauczania indywidualnego w szkole – prosili MEN zrozpaczeni rodzice, którzy w ubiegłym tygodniu protestowali pod Sejmem. Urzędnicy odpowiedzieli, że „indywidualne nauczanie z powodu niepełnosprawności jest formą izolacji, co stanowi naruszenie podstawowych praw człowieka”.

Do tej pory uczeń kierowany na nauczanie indywidualne (np. z zespołem Aspergera) miał do dyspozycji trzy warianty. Mógł uczyć się w szkole indywidualnie (lekcje sam na sam z nauczycielem), w domu i w trybie mieszanym (dom – szkoła). MEN chce, by pozostał tylko jeden wariant – domowy – i to tylko w odniesieniu do przypadków szczególnych. Czyli osób np. obłożnie chorych, które fizycznie nie mogą być w szkole.

Takie reguły mają zacząć obowiązywać od września tego roku. Jak przekonuje MEN, uczeń, co do zasady, powinien funkcjonować w społeczności szkolnej. – Dyrektor szkoły powinien korzystać z dostępnych możliwości wspierania dziecka. Mamy narzędzia do tego, aby tego typu edukacja odbywała się w każdej szkole, i będziemy je doskonalić. Jednocześnie musimy usuwać wszystkie bariery, które taką edukację utrudniają – informują przedstawiciele MEN. Dodając, że chcą, aby do 2019 r. w każdej szkole pracowali psycholog i pedagog.

Według Agnieszki Niedźwieckiej z Projektu Wszystko Jasne Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z Ukrytymi Niepełnosprawnościami im. Hansa Aspergera „NIE-GRZECZNE DZIECI” proponowane zmiany nie biorą pod uwagę specyficznych trudności uczniów z autyzmem czy chorobami psychicznymi, które nie są w stanie z powodu lęku czy zaburzeń sensorycznych spędzić wielu godzin w ławce, a rozwiązaniem dla nich nie jest nauka tylko w domu. W piśmie do MEN stowarzyszenie dodaje, że „planowane przez Panią Minister zniesienie możliwości realizacji nauczania indywidualnego na terenie placówki oświatowej będzie krzywdzące dla setek dzieci, które w tej chwili korzystają z tego wariantu”.

Zapytaliśmy, co o zmianach myśli Marek Tarwacki, dyrektor zespołu szkół w Łajskach, który wprost został wskazany przez MEN jako placówka, która w modelowy sposób realizuje opiekę nad dziećmi z niepełnosprawnościami. Okazuje się, że tak ceniona przez resort szkoła nie pozostawia na pomyśle ministerstwa suchej nitki.

Wręcz przeciwnie. Jest wiele dzieci – szczególnie z autyzmem, z zespołem Aspergera, z ADHD i innymi potrzebami specjalnymi, uczniów, którzy potrzebują kilku albo więcej lekcji na innych zasadach. Na przykład właśnie indywidualne lekcje przez krótszy lub dłuższy czas.

Nie wolno tego robić. Problem polega na czymś innym. Moim zdaniem większy wpływ na realizację nauki ucznia z niepełnosprawnościami powinni mieć dyrektorzy, zespół terapeutów pracujący w szkole.

Niewielki. Szkoła dostaje orzeczenie z poradni psychologiczno-pedagogicznej z zapisanym wymiarem godzin, które uczeń ma realizować jako nauczanie indywidualne. Zgłasza te potrzeby do organu założycielskiego (czyli najczęściej samorządu), który przekazuje dodatkowe pieniądze i musi realizować program według wskazania poradni. Tymczasem w każdej szkole dla takiego dziecka powinien być przygotowany indywidualny program terapeutyczny przez nauczycieli, specjalistów: pedagoga i psychologa z rodzicami, którzy razem powinni zdecydować, jaki sposób nauki byłby dla danego ucznia najlepszy. Czy część lekcji powinien mieć w ramach zajęć indywidualnych, czy np. dodatkowych zajęć sensorycznych albo pomocy w domu. Program musi być dostosowany do dziecka. I według mnie większa dowolność powinna być zostawiona dyrektorom.

To prawda. Być może należałoby przeszkolić dyrektorów. Bo da się. U nas od 16 lat działa edukacja włączająca. Zaczynaliśmy od szkoły, w której musieliśmy nosić wózki po schodach dla dzieci, które nie mogą chodzić, bo nie było innej możliwości. Uczyłem też na korytarzu, bo nie było klas. Ale weszliśmy w projekt unijny, przeszkoliliśmy nauczycieli i teraz mam w zwykłej szkole 41 uczniów z orzeczeniami, z czego trójkę z nauczaniem indywidulanym. Pomysł jest prosty: dziecko chodzi do tej samej szkoły, co brat, siostra, sąsiad, nie segregujemy dzieci. Są w normalnych oddziałach. Ale mają pomoc specjalistów dostosowaną do ich indywidualnych potrzeb. Jest m.in. arteterapia, muzykoterapia, pomoc sensoryczna etc. Szkoła dostaje za każdego ucznia z niepełnosprawnością dodatkową subwencję, więc ma wiele możliwości, jak te pieniądze zagospodarować i jakiej pomocy udzielić dziecku.

To prawda, i świetnie rozumiem obawy rodziców, że jak nie będzie odpowiedniej gwarancji w przepisach, to nie zawsze będą mogli wyegzekwować swoje prawa.

Nie. Dopóki nie będzie bardzo konkretnego zapisu w rozporządzeniu o pomocy pedagogiczno-psychologicznej, jak się nie zapisze w innym miejscu takiej możliwości i tego, jakie prawa mają uczeń i rodzic, to nie powinno się likwidować takiej możliwości nauki indywidualnej w szkole. Zapisy muszą być czytelne. I w żadnym razie nie powinno się likwidować tego rodzaju nauki.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.