- Artur Granicki W założeniu prosta spółka akcyjna połączy atuty spółki z o.o. oraz akcyjnej - zauważa Artur Granicki, partner w kancelarii SGP Legal Snażyk Granicki.
Nie podzielam tego poglądu, państwo musi się interesować nowoczesnym biznesem. Mamy XXI w., a nie czasy, gdy na ludziach wrażenie robiła maszyna parowa. Na tej zasadzie, że nie warto inwestować w – jak pan to nazwał – przepalanie pieniędzy, państwo nie powinno też interesować się losem kopalń, hut itd. A przecież się interesuje. Osobiście wolę, by zwracano większą uwagę na środowisko start-upowe. Wystarczy zastanowić się, które z tych działań są bardziej rentowne i perspektywiczne.
Zgoda, ale oznacza to, że jeden spośród tej dziesiątki przetrwa. Da zatrudnienie ludziom i pozwoli polskim młodym przedsiębiorcom wypłynąć na szerokie wody biznesu. Moim zdaniem stanowi to niepodważalną wartość. Nawet jeśli sukces osiągną 2-3 firmy na 100, to będą one naszymi biznesowymi perłami. Polacy mają świetne pomysły, zachwyca się nimi cały świat. Niedostrzeganie i niepomaganie tym ludziom wydaje mi się nieodpowiedzialnym marnotrawieniem kapitału ludzkiego.
Jak najbardziej. Prosta spółka akcyjna to odpowiedź na zapotrzebowanie start-upowego środowiska. Z przeprowadzonych ostatnio badań wynika, że wśród młodych przedsiębiorców, którzy chcieliby ruszyć z własnym biznesem, przytłaczająca większość ankietowanych (blisko 90 proc.) wskazała, że mamy obecnie do czynienia z kłopotami prawnymi. Prawo spółek nie przewiduje niestety wygodnej formy do prowadzenia start-upu. Ani spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, ani spółka akcyjna zwyczajnie nie pasują do tego rodzaju biznesu.
Obawiam się, że dostosowanie spółki z o.o. w taki sposób, by odpowiadała potrzebom środowiska start-upów okazałoby się zbyt trudne, ponieważ oznaczałoby pracę na żywym organizmie tysięcy działających obecnie spółek z o.o., które nie są start-upami.
Przede wszystkim dlatego, że w spółce z. o.o., będącej spółką kapitałową, ogromną rolę odgrywa czynnik osobowy. W związku z tym potrzebom inwestycyjnym znacznie bardziej odpowiada forma spółki akcyjnej.
Otóż to. Właśnie tutaj pojawia się miejsce dla prostej spółki akcyjnej. W założeniu połączy ona atuty spółki z o.o. oraz spółki akcyjnej.
Ująłbym to tak: jeżeli z nowej konstrukcji miałoby faktycznie skorzystać choćby kilkaset podmiotów rocznie, to z pewnością warto ją wprowadzić.
Jestem większym optymistą niż pan. Musimy jedynie dać start-upowcom czas na oswojenie się z nowymi regulacjami i możliwościami. Pamięta pan moment, gdy wróciła do polskiego porządku prawnego spółka komandytowo-akcyjna? Na początku spotkało się to raczej z chłodnym odbiorem. Obecnie już nikt się nie zastanawia, czy słusznie znajduje się w kodeksie spółek handlowych. Wierzę, że tak samo będzie z prostą spółką akcyjną.
Osobiście optowałbym, aby prosta spółka akcyjna była podrodzajem spółki akcyjnej. Rzeczywiście nie ma potrzeby nadmiernie komplikować przepisów i część regulacji dotyczących spółki akcyjnej będzie można odnieść do nowej konstrukcji, poza tym samo środowisko start-upowe bardzo mocno postuluje, aby konstrukcja takiej spółki była jak najprostsza.
Nie. Byłoby to, moim zdaniem, sztucznym rozwiązaniem. Założenie powinno być takie, że jeśli chcę prowadzić innowacyjny biznes – zakładam prostą spółkę akcyjną. Wskazanie w przepisach, że po 5 czy 10 latach muszę zmienić formę prawną prowadzonej działalności, to zbędne utrudnienie. Punktem granicznym powinno być wejście na giełdę. Jeśli przedsiębiorca uzna, że chce pojawić się na parkiecie, wówczas powinien przekształcić prostą spółkę akcyjną w „standardową”. Tym bardziej że wyobrażam sobie, iż takie przymusowe przekształcenie po upływie określonego czasu byłoby właśnie w spółkę akcyjną. Nawet po kilku latach prowadzonej działalności nadal może ona opierać się głównie na dobrze realizowanym pomyśle i zgranym kilkuosobowym zespole. Po co komplikować ludziom życie i nakładać na nich obowiązki informacyjne analogiczne do tych, które dotyczą największych firm?
Mówienie o funkcji gwarancyjnej kapitału zakładowego miało sens kilkanaście lat temu, a nie teraz. W przypadku spółki z o.o. minimum wynosi 5 tys. zł. Moglibyśmy więc założyć biznes, wnosząc do niego dwa krzesła i stół, przy którym siedzimy. Z tego względu obniżenie limitu do 1 zł wydaje mi się rozsądne. Rozpatrywana jest także opcja całkowitego braku kapitału zakładowego, która wydaje się ciekawa. Obawiam się jednak, że spotka się ona z chłodnym przyjęciem środowiska start-upowego jako zbyt skomplikowana.
Rzeczywiście pojawiają się głosy, że model działania w postaci zarząd-rada nadzorcza sprawdza się w spółkach i nie ma sensu tego zmieniać. Jednak w toku konsultacji, po wysłuchaniu szeregu opinii ze środowiska, doszedłem do wniosku, że alternatywna koncepcja powołania jednego organu w postaci rady dyrektorów to sensowny pomysł. Warto dać mu szansę i sprawdzić, czy się przyjmie. Oznacza to bowiem znacznie większą swobodę przyznaną założycielom w odniesieniu do organów spółki. Jeżeli nie będzie prowadziło to do problemów, dobrze będzie okazać zaufanie przedsiębiorcom i pozwolić im maksymalnie – nomen omen – uprościć prostą spółkę akcyjną.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu