Specjalizacja szansą dla młodych

Karolina Schiffter, adwokat, starszy prawnik i wspólnik w kancelarii Raczkowski Paruch, koncentruje swoją praktykę na biznesowym prawie imigracyjnym, zajęła pierwsze miejsce w organizowanym przez Dziennik Gazetę Prawną i Wolters Kluwer konkursie Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra 2016
Karolina Schiffter, adwokat, starszy prawnik i wspólnik w kancelarii Raczkowski Paruch, koncentruje swoją praktykę na biznesowym prawie imigracyjnym, zajęła pierwsze miejsce w organizowanym przez Dziennik Gazetę Prawną i Wolters Kluwer konkursie Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra 2016Dziennik Gazeta Prawna
6 grudnia 2016

Znalezienie swojej niszy to dziś warunek zaistnienia na konkurencyjnym rynku – przekonuje Karolina Schiffter, zwyciężczyni 5. edycji konkursu Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra.

Prawdę mówiąc, nie jestem. To kierunek, który może być przepustką do wielu różnych zawodów, niekoniecznie prawniczych, a same studia są bardzo rozwijające.

Wielu młodym ludziom zawód adwokata czy radcy prawnego w dalszym ciągu kojarzy się z prestiżem. W ich wyobrażeniach osoby, które go wykonują, nie mają problemu z zatrudnieniem, są darzone społecznym zaufaniem i szacunkiem. To wszystko jest oczywiście bardzo pociągające, tylko nie w pełni oddaje rzeczywistość. Prawda jest taka, że rynek usług prawnych zmienił się diametralnie na przestrzeni ostatnich lat. Jest wymagający i trudno się na nim utrzymać, a prawnik, jak każdy inny usługodawca, musi zabiegać o klienta. Gdy ja zaczynałam pracę w zawodzie, transformacja rynku dopiero się rozpoczynała.

To prawda. Samych adwokatów i radców prawnych jest dużo więcej niż jeszcze kilka lat temu. Dostęp do profesji jest otwarty, a niestety nie każdy trzyma wysokie standardy. W społeczeństwie nadal jednak cieszymy się szacunkiem, bo ścieżka dojścia do zawodu jest długa i pełna wyzwań.

Początkowo marzyłam o pracy w organizacjach pozarządowych. Wyobrażałam sobie, że pojadę do Afryki i będę naprawiać świat, a studia prawnicze miały być środkiem do osiągnięcia tego celu. Poza tym ze względu na swoje korzenie chciałam studiować na Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, który stwarzał możliwość uzyskania dwóch dyplomów (polskiego i niemieckiego) i spośród kierunków tam dostępnych najbliższe było mi właśnie prawo.

Tak. Pomysł z NGO był trudniejszy do zrealizowania, niż początkowo myślałam, więc postanowiłam pójść tradycyjną ścieżką. Jak w wielu przypadkach zaczęłam od praktyk w kancelarii. Okazało się, że szukanie, drążenie i  interpretowanie przepisów prawa to jest to, co lubię, więc zostałam.

Trochę było w tym przypadku. Przez pierwszy rok pracy w kancelarii jako asystent prawny zajmowałam się różnymi sprawami, ale od początku prawo pracy pociągało mnie najbardziej. Przede wszystkim dlatego, że w każdym przypadku występował czynnik ludzki. Uchwały zarządu wydawały mi się dalekie i abstrakcyjne. Zachęciła mnie też różnorodność pracowniczych spraw. Nie pracowaliśmy na wzorach, bo każdy zakład pracy miał swoją specyfikę – różną od pozostałych. W końcu trafiłam też na przełożonego, który chciał mnie czegoś nauczyć. Nie zdarza się to często. Z reguły młodzi prawnicy przygotowują dokumenty, które potem przesyłają swoim zwierzchnikom, a oni w razie potrzeby nanoszą niezbędne poprawki i przekazują pismo klientowi. A ten młody człowiek nadal nie wie, że coś zrobił źle. Dzisiaj sama będąc przełożoną, staram się postępować jak mój pierwszy szef.

Wykorzystałam poniekąd niechęć moich kolegów i koleżanek do spraw związanych z zatrudnianiem obcokrajowców. W ich ocenie były one mało interesujące i generalnie sprowadzały się do chodzenia po urzędach. Ja natomiast chętnie się nimi zajmowałam. Może to zabrzmi dziwnie, ale podobało mi się, że ta dziedzina prawa jest jeszcze nie do końca zgłębiona, a przepisy są skomplikowane i często niejasne, bo dzięki temu moja praca nie była odtwórcza. Nad każdym przypadkiem trzeba było się zastanowić. W dalszym ciągu jest to obszar niezwykle dynamiczny. Kiedyś imigracją zajmowały się biura relokacyjne, dziś przepisy zaczynają być tak skomplikowane, że obsługę w tym zakresie musiały przejąć kancelarie prawne. Dostawałam też impulsy od swoich szefów. Zachęcali mnie, żebym jeździła na konferencje związane z tą tematyką. To również mi pomogło.

Nie ma nawet takiej możliwości. Prawo to tak szeroka i skomplikowana dziedzina, że trudno ją w całości zgłębić. Są różne gałęzie prawa: cywilne, karne czy chociażby prawo pracy, którym ja się zajmuję. Ale nawet w ich obrębie tworzone są podspecjalizacje. W kancelarii, w której pracuję, są np. osoby odpowiedzialne tylko za związki zawodowe. Prawnik nie jest w stanie znać się na wszystkim. Musi mieć jednak pojęcie o podstawowych instytucjach.

Absolutnie tak. Młodym prawnikom zdecydowanie rekomenduję specjalizację. Znalezienie niszy to dla nich szansa na przetrwanie. Podam przykład. Moja znajoma, która interesuje się psami i napisała nawet pracę magisterską o prawie związanym z ich hodowlą, już zaczyna być postrzegana jako ekspertka w tej dziedzinie. Zapewnia jej to zlecenia. Dlatego jeżeli pracę możemy dodatkowo połączyć z pasją, to warto podążać w tym kierunku.

W niczym to nie przeszkadza. Każdy musi od tego zaczynać. Na początku kariery, uczymy się zawodu. Ze studiów tej wiedzy nie wyniesiemy. Dlatego młody prawnik przez rok lub dwa powinien wykonywać wszystkie czynności. Dzięki temu będzie mógł stwierdzić, co tak naprawdę lubi robić. Co go interesuje. W czym jej dobry. Tylko w taki sposób będzie mógł odpowiedzialnie zdecydować się na specjalizację. To samo dotyczy osób, które zaczynają pracę na własny rachunek. One też będą na początku brały każdą sprawę, żeby się utrzymać. Jednak prawnicy, którzy chcą się rozwijać i zajść wysoko, powinni się ukierunkować.

Myślę, że nie. Wprost przeciwnie, znalezienie swojej niszy to obecnie warunek zaistnienia na konkurencyjnym rynku.

Jestem za liberalizacją przepisów w tym zakresie. Niektóre regulacje są już nieco skostniałe. Za reklamę można uznać np. pozycjonowanie strony internetowej. Na pewno nie chciałabym jednak, aby zmiany poszły w kierunku modelu, jaki funkcjonuje w USA, gdzie prawnicy reklamują się na billboardach.

Aktywność na łamach prasy czy obecność w telewizji to ważny element w budowaniu renomy i business development. Zdarzają się sytuacje, że dzwonią klienci do kancelarii i mówią, że czytali artykuł i mają identyczny problem. To istotna kwestia, której nie powinno się zaniedbywać.

Zdecydowanie tak. Młodzi członkowie palestry mają poczucie, że adwokatura ich nie wspiera i  nie jest dostosowana do ich potrzeb – chociażby ten wspomniany bardzo restrykcyjny zakaz reklamy. Dlatego duża część z nich zaczęła się mobilizować i działać. To widać nawet po składzie warszawskiej Rady, w której jest wielu młodych członków. Wszystkim nam zależy, żeby samorząd był nowocześnie zarządzany, a we władzach zasiadali ludzie rozumiejący także potrzeby i problemy młodych. Nie chcemy tworzyć podziałów ze względu na wiek. Wiele osób potrzebuje też rady i wsparcia starszych kolegów. Stąd też pomysł utworzenia grupy, która postawiła sobie za cel usprawnienie adwokatury, tak aby również młodzi czuli się jej częścią, przy jednoczesnym poszanowaniu obecnej tradycji.

Tu sprawa wygląda nieco inaczej. Żeby zasiadać w Naczelnej Radzie Adwokackiej, nie wystarczy być młodym, inteligentnym i sprawnie działającym adwokatem. Na tym najwyższym szczeblu potrzebne jest jednak doświadczenie samorządowe, a przede wszystkim życiowe. Dlatego w mojej ocenie należy swoją działalność rozpocząć na szczeblu lokalnym. W niedalekiej przyszłości warto natomiast doprowadzić do równowagi sił w Radzie. Nie chodzi mi o rewolucję, ale o stopniową ewolucję. Ona zresztą już się rozpoczęła, co pokazuje nowy skład NRA wybrany kilka dni temu na Krajowym Zjeździe Adwokatury.

Przede wszystkim elastycznością. Rynek cały czas się zmienia i my ciągle musimy się do niego dostosowywać i odpowiednio reagować na jego potrzeby.

Tak to obecnie wygląda. Ja sama mówię biegle w dwóch – angielskim i niemieckim. Znam także trochę język francuski. Po prostu klienci oczekują, że będą obsługiwani w ich ojczystym języku. I ja to rozumiem. Tutaj również rodzi się szansa dla młodych. Dzięki znajomości języka, który jest mniej popularny, mogą uzyskać przewagę nad konkurencją.

Możliwość współpracy z zagranicznymi prawnikami jest bardzo wartościowa, m.in. pomaga budować renomę i zdobywać klientów. Podczas spotkań międzynarodowych można też dostrzec trendy. Przykładowo, w USA prawo imigracyjne to potężny obszar zawłaszczony przez prawników. W Niemczech i wielu innych krajach Europy również działają prawnicy imigracyjni. W Polsce to jednak nadal niszowa specjalizacja.

Ponadto to również ciekawe doświadczenie pozaprawne, które otwiera i uczy tolerancji.

Muszę jednak przyznać, że działalność w niektórych organizacjach jest dość kosztowna, a efekty tej aktywności widać dopiero po kilku latach. Młodzi prawnicy często nie mają pieniędzy na konferencyjne wyjazdy zagraniczne. Jest jednak wiele organizacji działających w Europie czy w Polsce, w których funkcjonowanie warto się zaangażować.

Też się zastanawiam (śmiech). Myślę, że ta równowaga przychodzi z czasem. Kiedyś rzeczywiście pracowałam 16 godzin na dobę, po 6 dni w tygodniu. Dzisiaj wiem, jak odpoczywać, i umiem te granice zakreślić.

Mówiąc szczerze, nigdy nie zależało mi na sztywnych godzinach pracy, jak w urzędzie. Dostawałam zadanie i musiałam je wykonać. Przez to, że na pewnym etapie pracowałam tak dużo, mam teraz o wiele większe doświadczenie. Spożytkowałam ten czas na naukę i nie żałuję.

To prawda. W zasadzie od kiedy pamiętam, miałam zacięcie pisarskie. Może dlatego, że pochodzę z rodziny artystów muzyków. Początkowo pisałam do szuflady. A gdy moja siostra założyła zespół, podesłałam jej kilka tekstów, a ona przerobiła je na piosenki.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.