Lustracja neosędziów, czyli uzdrawianie przez rozliczanie [OPINIA]

Sędzia
Lustracja neosędziów, czyli uzdrawianie przez rozliczanieShutterStock
26 marca 2024

Jako prawnik – z obrzydzeniem, a jako obywatel – z rozpaczą obserwuję tych przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, którzy nawołują do lustracji wszystkich swoich kolegów powołanych na stanowiska sędziowskie czy asesorskie od 2018 r., stygmatyzując ich przy tym określeniem „neosędziowie”. 

Słowa tego nie waham się określić jako plugawe, albowiem wszyscy ci tak teraz określani sędziowie zdali taki sam egzamin zawodowy, jak ich poprzednicy, i spełnili te same pozostałe warunki ustawowe, tyle że powołał ich obecny prezydent pod rządami obowiązującej ustawy.

Grzechem tych osób pozostaje zatem np. data urodzenia. Nagonka na nich jest od strony prawnej przejawem zdziczenia, a od strony obyczajowej – aktem sui generis kanibalizmu. Jej postulatorom nie zaświtało w głowie, że podobnej akcji jakoś nikt nie ordynował kaście sędziowskiej w 1989 r., po upadku komunizmu, zbywając problem bąknięciem jednego z nestorów, iż „wymiar sprawiedliwości sam się oczyścił”. Tymczasem chce się taką akcję wdrożyć teraz, tylko dlatego, że zmieniła się po wyborach rządząca koalicja. Nie przychodzi też nikomu do głowy, że lustracja ta byłaby – skoro nie zmienił się jeszcze stan prawny – antycypacją retroakcji, czyli prawniczo skandalem do kwadratu. Co zresztą miałoby być przedmiotem owej akcji? Bo jeśli fachowość zawodowa, to powstaje kolejne pytanie – czemuż więc nie poddać takiemu przeglądowi wszystkich sędziów? Czyżby fachowość tych dotychczasowych była ex definitione bez skazy?

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.