O najnowszym pomyśle partii rządzącej mającym przybliżyć nasz kraj do kompromisu z Komisją Europejską, a tym samym do wypłaty środków z KPO, powiedziano już wiele, choć od złożenia kolejnego projektu nowelizującego ustawę o Sądzie Najwyższym minęło zaledwie kilka dni.
Większości prawników zaproponowane rozwiązania – przede wszystkim to, zgodnie z którym Naczelny Sąd Administracyjny miałby zająć się rozpatrywaniem spraw dyscyplinarnych sędziów sądów powszechnych – już na pierwszy rzut oka wydają się niezgodne z konstytucją. W odpowiedzi na takie głosy premier uruchomił więc starą śpiewkę pod tytułem: najpierw uchwalmy ustawę, a potem niech malkontenci ją sobie skarżą do Trybunału Konstytucyjnego.
Mówiąc to, premier Morawiecki po raz kolejny potwierdził, że od 2016 r., a więc odkąd PiS-owi udało się zaprowadzić swoje porządki w sądzie konstytucyjnym, rządzący traktują ten organ instrumentalnie i sięgają po niego zawsze wtedy, gdy mają świadomość, że to, co robią, może być niezgodne z ustawą zasadniczą. A TK zawsze staje na wysokości zadania i rzuca im w takich sytuacjach koło ratunkowe. Wybieranie przez Sejm sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa niezgodne z konstytucją? Ależ skąd, TK ochoczo i gorliwie potwierdził, że wszystko jest w porządku. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdza, że Polska naruszyła zapisane w Europejskiej konwencji praw człowieka prawo do sądu? No i co z tego, skoro TK w odpowiedzi stwierdza, że to konwencja narusza polską konstytucję. Przykładów oczywiście jest więcej i wszystkie one dają Mateuszowi Morawieckiemu graniczącą z pewnością nadzieję, że i w przypadku ostatniego projektu zmian w ustawie o SN trybunał świetnie sprawdzi się w roli obrońcy pomysłów partii rządzącej.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.